Chała tygodnia – „1920 Bitwa Warszawska”

Podejrzewam, że wyborem filmu nikogo nie zaskoczyłam. Notkę dedykuję Paulinie Ł., od której cały czas czegoś się uczę (i dzięki której poszerzyłam troszkę swoje filmowe horyzonty) 😉

Pamiętam, jak Paulina właśnie opowiadała o tym filmie na seminarium. Pamiętam też, jak Pan Promotor się uśmiechał i jak powiedział słynne dwa zdania, podsumowujące omawiany dziś tytuł.
„A ja nie obejrzałem tego filmu. *chwila ciszy* Bo nie chciałem.”
To mówi wszystko. Ja jednak zdecydowałam się zaryzykować, postawiłam wszystko na jedną kartę i obejrzałam 1920 Bitwę Warszawską (beznadziejny tytuł, pozwolicie, że utnę datę w dalszej części notki). Z jednej strony bardzo chciałam to zobaczyć, by móc się zwyczajnie pośmiać z aktorów, z drugiej jednak mam niemiłe wspomnienia związane z paskudnym epizodem w mojej przeszłości, a elementem tego epizodu miało być asystowanie właśnie w tym filmie. Czy do niego doszło, nie wiem, nie interesuje mnie to, ale niesmak pozostał. Rozłożyłam sobie seans na dwa dni…
I co?
I tutaj widać, że się nie nadaję na hejtera – wiem, że to chała, ale nie umiem napisać, dlaczego. Pozwolicie, że notka będzie trochę chaotyczna (przymknijcie oko na ewentualne głupie sformułowania).
Primo: uważam, że nie powinno się kręcić filmów w estetyce kiczu. A ten film jest pięknym przedstawicielem przesadzonych produkcji historycznych. Krew leje się przez ekran (bądź przez matrycę laptopa) hektolitrami. Cały czas sobie powtarzam, że bitwa przecież nie może być piękna i bezkrwawa, ale mam wrażenie, że twórcy ostro przegięli z tą ilością (aż mi się Pasja przypomniała). Kolory były przesadzone, za dużo intensywnych barw wg mnie było (spróbujcie mnie zrozumieć: macie sobie film, gdzie wszystko rozgrywa się w sposób realny, ale niektóre kolory są aż za ostre. I to psuje odbiór tak naprawdę. Bo ja na przykład, zamiast skupić się na fabule *ekhm*, skupiałam się na tym, jak bardzo mnie te kolory wkurzają). Jednakże nie zabrakło czegoś, co jest cholernie istotne, mianowicie brudu. Tu dzięki wielkie składam twórcom, ponieważ spodziewałam się, że postacie będą sobie po polu bitwy spacerowały czyściutkie, a takie filmy też się widziało.
Secundo: fabuła, a raczej jeden z ważniejszych (o zgrozo) wątków, czyli ten z Szycem i Urbańską. Powiedzcie mi, co to tu, kurde mać, robi. Historia iście hollywoodzka przy jednym z najważniejszych zdarzeń w historii Polski? Sorry, nie kupuję tego. Zwłaszcza, że sama mogłabym napisać lepszy scenariusz, lepszą historię i (dam sobie za to rękę uciąć!) lepiej zagrać bohaterkę tego miłosnego badziewia. To było takie… Tanie. Sztampowe. Przewidywalne. Proste aż do bólu. Jest tyle dobrze opowiedzianych historii miłosnych w polskich filmach (osobiście jestem fanką wątku Kmicica i Oleńki z ekranizacji Potopu, do tego jeszcze wrócimy); aż żal przysłowiową dupę ściska, jak się ogląda takie popłuczyny. W ten film zainwestowano kupę kasy! Można było się wysilić! Boziu, aż mnie serce boli po prostu.
Rozłóżmy to na czynniki pierwsze, bo może nie wszyscy wiedzą, o co się rozchodzi. Otóż love story w Bitwie Warszawskiej to opowieść o losach dwójki ludzi: artystki kabaretowej oraz jej świeżo poślubionego męża, który wyrusza tłuc się z bolszewikami. Okej, jestem w stanie zrozumieć, że ona była aktorką i wywijała na scenie: przebłyski z teatru były bardzo fajnie zrealizowane, lubię takie rzeczy. Jednak krew mnie zalewała, jak widziałam Urbańską.
Normalnie nie uprawiam wielkiego hejtingu tej osoby, tutaj jednak sobie pofolguję. ONA JEST SZTUCZNA!!! JAK Z PLASTIKU!!! Co ją widziałam, przypominała mi się Małgorzata Braunek, jak grała w Potopie (mimo, iż wątek Oleńki i Kmicica uwielbiam, Braunek nawaliła po całości, grając drewno. Było jeszcze gorzej, niż w Zmierzchu, wierzcie mi.) i miałam ochotę rzucić czymś ciężkim w laptopa*. Miewałam w życiu epizody aktorskie i mogę się nawet założyć, że miejscami zagrałabym lepiej od Urbańskiej. Mam wrażenie, że tutaj zastosowano ten sam schemat, co przy pani Braunek – wzięło się najmniej odpowiednią aktorkę, która jest na fali popularności, by wypromowała film. Najbardziej boli mnie scena, kiedy po ślubie prosiła Szyca, by ten wrócił z bitwy. Sorry, słońce, nie jesteśmy w teatrze, gramy troszkę bardziej naturalnie, mogłaś się wykazać. Zatrudnienie Urbańskiej to wielki błąd. Jedyne, co dobrze robiła, to tańczyła i śpiewała.
Tertio: fabuła była płaska, jak ja w wieku lat dziesięciu. A przy scenach bitwy mało nie usnęłam. Może za dużo filmów o wojnie, obozach i innych takich oglądam i mam znieczulicę, ale jedyne, co mnie chwyciło za serce, to moment śmierci księdza Skorupki. Przypomniały mi się wycieczki do Ossowa na pola bitwy, ten krzyż, który stoi w miejscu śmierci księdza Ignacego i coś tam w tym moim zimnym wnętrzu drgnęło.
Za mało było Piłsudskiego. Pojawiał się jedynie epizodycznie, a szkoda. Olbrychski świetnie go zagrał, nawet nie wiedziałam, że tak potrafi.
Wiem, że to były wręcz pogańskie czasy, Polska dopiero odzyskała niepodległość, ale czy rzeczywiście uskuteczniano wtedy takie chaotyczne akty bezsensownej przemocy? Pytam, bo nie wiem, to takie pytanko poza konkursem.
Mam naprawdę mieszane uczucia po tym filmie. Cholernie. To jest definitywnie chała, ale nie umiem nawet poukładać sobie argumentów.
Co mi się podobało (a trochę tego było):
1. Ferency. Mój idol! Po prostu mój idol xD Brawa dla tego pana! Kojarzyłam go głównie z roli w Niani (jak pewnie pół narodu), teraz mi się wrył w pamięć jako straszny czekista.
2. Epizody aktorskie – Szapołowska, Wiśniewska (masa skojarzeń z Hallo Szpicbródka ^^)… Linda mi się już średnio podobał.
3. Żydzi. Przez film przewijają się Żydzi. ^^
O, tutaj kolejna chała! Było pokazane żydowskie miasteczko – brawa dla twórców, ale chała za to, że cmentarz żydowski dali na środku wsi. Proszę ja Was, cmentarz dla Żydów w tamtym czasie to było miejsce nieczyste i często chowano zmarłych daleko za miastem. Co za debil zrobił kirkut na środku sztetla?! xD
4. Piosenka końcowa (niestety… Teraz gra mi w głowie).

Podsumowując, bo trochę długa notka wyszła – jeśli chcecie zmarnować prawie dwie godziny i nie macie nic lepszego, możecie to obejrzeć. Według mnie nie warto. Bitwa warszawska to tylko strata czasu, a epizody z Ferencym można pewnie obejrzeć na Youtube xD
Mam wrażenie, że polskie kino się stacza po równi pochyłej. A staczając się, przez długi czas nie napotykało żadnych przeszkód. Podobno Róża i nowiutka teraz Obława to kawały porządnego filmu, trzeba będzie się zapoznać, by odzyskać wiarę w rodzimą kinematografię.
Wasza pisząca licencjat
Cathryn
P.S. Jakby ktoś się pytał – Szyc mi się podobał. On się odnajdzie w każdej roli. 🙂

* Trochę szkoda, że oglądałam to sama – Potop oglądaliśmy w kilka osób w pierwszej klasie ogólniaka i nabijaliśmy się równo.

Reklamy

4 thoughts on “Chała tygodnia – „1920 Bitwa Warszawska”

  1. Na początek podziękuję za dedykację, bo „Bitwa…” to moja ulubiona chała od lat, uwielbiam hejtować ten film.
    A teraz powiem, że:
    1.Umierał ksiądz Skorupka, nie Popiełuszko, ale fakt ta scena była udana. Chyba jedna. No, może te w kabarecie, kiedy Urbańska mówić nie musiała.
    2. Finał filmu to zerżnięte na chama zakończenie „Wroga u bram”, tylko role odwrócone (tak chciałam zaznaczyć, bo to bardzo uraziło moją miłość do „Wroga…”).
    3.Akty przemocy – tak, zdarzały się.
    4.Co do Ferencego się zgadzam, co do Olbrychskiego nie. Linda, to prawda, się niestety nie popisał, ale z gówna bata… i tak dalej.

    Aha i rzeczywiście nie mam pojęcia, co za debil zrobił kirkut na środku sztetla, ale musiał być to ten sam skurczyflak, co zmajstrował okopy płytkie jak rowy.

    „Róża” jest znakomita, polecam i markuję swoim nazwiskiem.

    • Już poprawiłam pomyłkę z księdzem – co za kompromitacja, ale to pewnie przez to, bo ostatnio jakoś o Popiełuszce myślę, a poza tym to spać mi się chce.
      Właśnie, zapomniałam dopisać – moja ulubiona scena z Urbańską to ta w kabarecie, gdzie śpiewają piosenkę o gonieniu bolszewika. Ale mam na myśli momenty, kiedy ta pani nie śpiewa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s