Chała tygodnia – „Cień katedry” by Miloš Urban.

Wybaczcie spóźnienie – z przyczyn różnych (wliczając siedzenie do późna w remontowanej Bibliotece Narodowej i wieczorny burger z Kubą) mam obsuwę z notką. Nie spodziewajcie się, że tego typu sytuacje będą na porządku dziennym; ostatnie, czego mi w życiu brakuje, to niewyrabianie się z terminami.
Dzisiaj ponarzekamy na cholernie nudną książkę, w której tak naprawdę nie wiadomo, o co chodzi.

Słuchajcie – rzadko kiedy zastanawiam się nad rzuceniem właśnie czytanej książki w diabły, chociażby przez wrodzony szacunek do wszystkiego, co książkę przypomina, ale tutaj nie wyrobiłam: tak wielkiego steku bzdur nie czytałam od czasów „Strachu” Grossa (ciekawa jestem, jak mi się będzie zgłębiało treść „Złotych żniw”). Jest mi smutno jeszcze z tego powodu, bo jest to książka czeska, a wg mnie wydawcy powinni się pięć razy zastanowić, nim coś wydadzą, bo na złe książki zwyczajnie szkoda papieru.
Mamy dwóch głównych bohaterów – Ropsa, który pisze książkę o katedrze św. Wita w Pradze oraz Klarę, która pracuje jako policjantka. Połączyła ich sprawa morderstwa księdza i razem próbują rozwiązać zagadkę – kto chciał się pozbyć duchownego i w jakim celu?
Gubiłam się tu po dwóch zdaniach. Zasypiałam po pięciu. Tego typu książka powinna mieć jakąś żywą akcję, wartki język, masę niespodziewanych sytuacji – tymczasem jest płaska jak deska, stanowi zarąbisty środek usypiający i wprowadza zamęt w mózgu czytelnika. Byłam w katedrze św. Wita, mam nawet zdjęcia jako dowód, a nie kojarzę żadnego miejsca, które było wymienione w książce. W ogóle nie byłam w stanie sobie tego zobrazować – miałam wrażenie, że poszłam nie do tej katedry, co trzeba (musicie wiedzieć, że to ciężkie zadanie, jak się jest na Hradczanach). Ze wszystkich miejsc, które były wymienione w pierwszej połowie książki, kojarzę ulicę Nerudovą. Tyle. Co mnie zaskoczyło – raz Klara kogoś śledziła. I łaziła za nim przez pół Pragi. Gdybym była na jej miejscu, nogi by mi w plecy plazły i padłabym na ryjek z przemęczenia. Ze Starego Miasta przeszła się na plac Wacława – to kawał drogi! Mnie by po takim spacerze wszystko bolało!!!
Rops spotyka się z różnymi ludźmi, którzy w jakiś sposób mogą się przyczynić zarówno do powstania książki,jak i wyjaśnienia zagadki śmierci księdza. Te rozmowy wg mnie są niepotrzebne, nic nie wnoszą do fabuły i tylko sprawiają, że się historia niepotrzebnie rozwarstwia na różne wątki.
O ile do samego Ropsa jakoś przyczepić się nie mogę, to Klara jest po prostu okropna. Wychowana przez husytów, nie znała swoich rodziców, łobuzowała, potem wstąpiła do policji po gwałcie (co?), tam pracowała w wydziale zabójstw, biegała po Pradze i miała dziwne komentarze dotyczące otoczenia i Ropsa, zwłaszcza Ropsa. Mam wrażenie, że ta postać to chore wyobrażenie autora, który nie wie, jak powinna wyglądać i się zachowywać policjantka z prawdziwego zdarzenia. Tak dziwacznie myślącej kobiety w życiu nie widziałam, a zwłaszcza w wydziale zabójstw.
Podsumowując – będę unikać tego autora, ponieważ bajdurzy, jest nudny i zwyczajnie nie warto go czytać.
Wasza szykująca już nową notkę 😉
Cathryn

Reklamy

8 thoughts on “Chała tygodnia – „Cień katedry” by Miloš Urban.

  1. A ja się właśnie zastanawiałam, czy nie przeczytać tej książki. Teraz na pewno tego nie zrobię, skoro rzeczywiście jest taka dziwaczna. Widzę, że to ten sam typ co „Historyk” – nad tym też usnęłam.
    A co do wyobrażenia policjantki, to chyba za mało amerykańskich seriali oglądasz, tam takie zachowania są na porządku dziennym – piszę, bo wiem, od kilku dni jestem chora, więc nie wyłażę z pokoju w moim zimnym akademiku (na korytarzach ktoś wiecznie otwiera drzwi balkonowe), ale za to oglądam dużo głupich seriali.

    • Wiesz co, może to tylko ja (plus inni czytelnicy na Lubimy Czytać) po prostu tak źle to odebrałam, ale imo ta książka jest beznadziejna i nie warto było jej nawet tłumaczyć.
      Jeśli chodzi o seriale amerykańskie, to oglądam, owszem, ale te bez policji (bądź ze śladową ilością) – za dużo się napatrzyłam w życiu na polską, na inną nie mam ochoty.
      Zdrowiej 🙂

      • Ale kurcze, w amerykańskich serialach zawsze jest policja 🙂

        Nie no, ja rozumiem, że to może być tylko twoja opinia, widziałam już różne rzeczy. Ale jak biorę książkę, która większość recenzji ma znakomitych, a okazuje się chałą, to mnie krew zalewa. Tak było na przykład z „Jeźdźcem miedzianym” – nie żebym się spodziewała czegoś specjalnego, ot romans, ale było tam tyle błędów logicznych, że nie dało się tego czytać. Nie wiem, czy akurat tę książkę czytałaś, ale na szczęście udało mi się od niej odstraszyć kilka osób. Po co tracić czas na niedobre książki? 🙂
        (Zresztą, co ja będę gadać, pokażę ci, co sądzę o takich rzeczach, bo coś mi się tam od czasu do czasu zdarza skrobnąć: http://ironiczna-inwazja.blogspot.com/)

      • Sama o „Jeźdźcu miedzianym” tylko słyszałam – zazwyczaj okrzyki zachwytu w wykonaniu pań emerytek, które przychodziły do biblioteki w czasie moich praktyk i się wpisywały na listę oczekujących na to. Od bibliotekarek już niczego dobrego nie słyszałam xD
        Dzięki za adres, będę zerkać 🙂

  2. ze Starego Miasta na Vaclavak to kawal drogi?! kochana, jesli uznamy za centralny punkt Starego Miasta rynek, powiedzmy tak, spod Husa, to na Vaclavak się idzie pod Orlojem i Melantrichovą tak maksymalnie 10minut i to przy dużym natężęniu turystów, pod konia dalszych kilka zależnie od pory dnia i roku.
    Stare Miasto nie jest wcale duże, z budynku głównego UK (nam. Palacha) do budynków na Celetnej 20 przechodzi się w 5 minut. głównie dlatego, że tyle wynosi przerwa między zajęciami. robię ten odcinek 3 razy w tygodniu, serio, da się. I nogi w dupę nie włażą.

    • Inaczej się wypowiem: moje zwiedzanie Pragi było bardzo intensywne, praktycznie wszędzie łaziłyśmy z psiapsiółami na piechotę i nogi nas potwornie bolały. I jak pomyślałam, że mamy iść na Vaclaviak (zerknęłam na mapę), to myślałam, że umrę, bo nasza podróż zaczynała się z akademika przy Zikovej i dojście ze Starego Miasta po tak solidnym spacerze byłoby dla nas tragiczne. Źle się wyraziłam, sorry – spojrzałam na mapę i pomyślałam, że to kawał drogi.
      Poza tym byłam w Pradze po raz pierwszy i pewnie byśmy tam lazły i tak pół godziny z mapą xD

  3. „Tego typu książka” – czyli co? Kryminał? Tyle, ze to nie jest kryminał. Tak samo jak „Sedmikosteli” – to są współczesne interpretacje powieści gotyckich – bardzo ambitne i (nie)stety wymagające znajomości konwencji. Kawał dobre literatury, no ale…

    • Człowiek się uczy całe życie. Wpis pochodzi sprzed kilku miesięcy i do dzisiaj zdążyłam się dowiedzieć, jak to jest z „Cieniem katedry”. Podeszłam do tej powieści ze złej strony i być może kiedyś do niej wrócę, kiedy będę w stanie ją inaczej interpretować. Dziękuję za komentarz 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s