Chała tygodnia na wesoło – pierwszy tydzień na Uczelni :)

Moi drodzy, dzisiejsza Chała nie będzie miała na celu wyrażenie mojej złości na cały świat, że jakieś zjawisko śmiało mieć miejsce. Nie. Dzisiaj porozmawiamy o tym, jak to na Znanej Warszawskiej Uczelni jest straszny bałagan, wywołany początkiem roku. Zapytacie zapewne, po co taka notka nazywa się Chałą tygodnia. Już odpowiadam: ma ona na celu sprowadzić na ziemię tych, którzy myślą, że moja Uczelnia jest nieskazitelna i studiowanie na niej to szczyt dobrodziejstwa, jakie może człowieka spotkać. Nie dziwcie się, jak kiedyś tak o Uczelni myślałam. Dopóki nie zaczęłam na niej studiować… Także jedziemy. Przyjemnej lektury 😉
Przede wszystkim, straszną rzeczą było to, że slawiści mieli pierwszego października zajęcia. Melanek i D~Bogna były zdziwione, że mnie ominął dzień wolny i muszę jechać na spotkanie z doktorem Filipowiczem i Panem Promotorem. Nie mówię, że same spotkania były nieprzyjemne i wyszłam z instytutu z płaczem, wrzeszcząc, że już tam nigdy nie wrócę – po prostu było mi przykro, że kilka wydziałów się leni, a ja musiałam jechać. Na szczęście, ominął mnie lektorat. Na nieszczęście, na zajęciach, które prowadzili w/w panowie, zostałam zawalona robotą, co mi się w ogóle nie podobało. A to dopiero jeden dzień!
We wtorek byłam świadkiem spełniania się prawa Murphy’ego (że jak ma być przerąbane, to będzie przerąbane do którejś potęgi), mianowicie dowalono mi kolejną robotę i zaczęłam się zastanawiać, czy zapisanie się na trzy oguny to był dobry pomysł. Ale, ale, miało być o bałaganie. Wtorkowa akcja była najlepsza na świecie: pierwszy ogun (żydowskie motywy w literaturze polskiej) się nie odbył. Wkurzyłam się, ale pomyślałam, że jak następne zajęcia mam z tą samą osobą, to poczekam, może po prostu się nie wyrobiła. Na wstępie do literatury jidysz pani doktor powiedziała nam ze złością, że chciała prowadzić wykład o motywach w semestrze letnim, a ludzie z Instytutu Historycznego wpisali ją na zimowy, o czym się dowiedziała przed chwilą. Myślałam, że padnę. Wyraźnie zaznaczała, co chce kiedy prowadzić, a tu Uczelnia wali kłody pod nogi… Wstęp do literatury jidysz i żydowskich odmian tożsamości mam w MAŁYCH SALKACH, gdzie ledwo się mieścimy, brakuje powietrza i trzeba sobie donosić krzesła z korytarza. Helloł, zajęcia są przewidziane na czterdzieści osób, kto dał nam sale na dwadzieścia?! xD Z czego w jednej są trzy małe okna, otwierane za pomocą pilota czy jakiegoś innego ustrojstwa.
Po drodze dowiedziałam się, że koleżanka musi powtarzać rok, bo jej nie przyznano urlopu dziekańskiego na Erasmusie, jak była w Pradze, a inna koleżanka nie jest wpisana na trzeci rok, mimo, iż drugi zaliczyła.
W środę nic ciekawego ze spraw bałaganowych się nie działo, miałam tylko historię filozofii, która mnie przeraża, bo prowadząca robi więcej dygresji, niż ja i nie wiem, o czym w danej chwili mówi, bo się gubię po kilku słowach…
W czwartek z kolei okazało się, że odwołano mi lektorat z angielskiego, o czym była informacja na stronie Szkoły Języków Obcych, a nigdzie na anglistyce nawet kawałek kartki nie wisiał. I, oczywiście, słynna sytuacja, że nikt nic nie wie i weź idź pani w cholerę.
W tak zwanym międzyczasie podskoczyłam do sekretariatu, by załatwić szereg ważnych spraw – naklejki na legitkę nie dostałam, bo pani Bożena chce zbiorczo je naklejać, ubezpieczenia nie wykupiłam, bo pani Bożena dopiero dzień wcześniej dostała papiery i jeszcze nie wie, jak ma to wszystko prowadzić… I w ogóle się mnie zapytała, po co ten pośpiech (zziajana przybiegłam z BUWu), bo z legitkami mamy czas do końca miesiąca. Jedyne, co zrobiłam, to odebrałam indeks i przedłużyłam ważność książeczki zdrowia.
W usosie nie mam oceny z seminarium, bo pan doktor zapomniał wpisać, nikt nic nie wie, strach pomyśleć, co się będzie działo dalej. I jeszcze mam w indeksie wpisaną niższą średnią, niż sobie wyliczyłam. Albo ja nie umiem liczyć, albo ktoś inny. Dodatkowo ktoś się odgrażał, że Erasmus zbankrutuje, zdążyło mi się ciśnienie podnieść… Boże, zatrzymaj świat, ja wysiadam. Nie ogarniam, nie wiem, w co mam ręce włożyć, wracam do czytania lektury.
Wasza
Cath

Reklamy

3 thoughts on “Chała tygodnia na wesoło – pierwszy tydzień na Uczelni :)

  1. Skąd ja to znam:D U mnie też nie ma jeszcze hologramów na legitymację, a potrzebuję ksero do pracy- jest chała. W USOSIE jest jakiś jeden wielki burdel, poczta studencka mi nie działa, nie mogę podpiąć oguna pod ten rok co bym chciałą, bo wszystko jest w trakcie zatwierdzania przez dziekanat. Istna teoria chaosu!
    Cath, łączę się z tobą w uniwersyteckim bólu:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s