Chała tygodnia – „Conan Barbarzyńca 3D”

Moi drodzy, byście się nie nudzili i bym mogła jeszcze wykorzystać tę niedzielę, piszę pierwszą od kilku miesięcy Chałę tygodnia. Tym razem mi się ich trochę nazbierało, a w kolejce do obejrzenia mam jeszcze Bitwę warszawską, także nie mogę narzekać na brak zajęcia. xD Wrzesień miesiącem czytania klasyki literatury jidysz na wykład ogólnouniwersytecki i Chał tygodnia.
Pierwszym chronologicznie filmem do zjechania został Conan Barbarzyńca 3D. Oczywiście, oglądałam bez efektu 3D (jedyny film, który tak widziałam, to było The Avengers i oświadczam, że będę uciekała od filmów w trójwymiarze), po co się pogrążać w dodatkowej beznadziei… Co tym razem będziemy omawiać? Debilizmy w scenariuszu. Zapraszam.

Historia jest prosta jak konstrukcja cepa: istniało sobie plemię barbarzyńców, z którego wywodził się Conan – dziecko zrodzone w bitwie. Kiedy nasz protagonista miał kilkanaście lat, na jego wioskę napadło wrogie wojsko i wycięło wszystkich w pień, wliczając ojca Conana. Wydarzenie owo zmieniło na zawsze życie chłopca i od tamtej pory podróżował za swoim oprawcą, siejąc śmierć i pożogę, a przy okazji będąc kimś w rodzaju Robin Hooda: wyzwalał niewolników, zabierał bogatym i rozdawał biednym etc. W tym miejscu autorkę tego tekstu nawiedziła dziwna myśl. Barbarzyńca o złotym sercu, który wyzwala ludzi? Okej, nie siedzę w tym temacie na co dzień, nie wiem, nie mam pojęcia, ale wydało mi się to dziwne.
Ta część filmu, gdzie Conan był dzieckiem, sprawiała wrażenie bycia logiczną. Potem było coraz gorzej.
Conan podczas walki tańczy. Wydało mi się to na maksa dziwne. Zobaczcie: idzie sobie na przeciwnika, obraca się wokół własnej osi i wykonuje coś w rodzaju tanecznych kroków. Tak da się walczyć? Po konsultacji dochodzę do wniosku, że nie. Podczas wykonywania tychże kroków musiałby być uberzajebisty, żeby się nie przewrócić, gdyby dostał na przykład na odlew. Screen tego nie pokazuje, niestety – trudno mi było uchwycić moment tańca, ale może załapiecie, o co mi chodzi.

To był drobny szczegół, który jeszcze nie popsuł mi seansu (wpadki się zdarzają). Jeszcze.
Nie rozumiem jednej rzeczy – walki Conan vs Zły Lord, Jego Córeczka Wiedźma i Armia. Ok, klisza, niby wszystko jasne (że Conan jest taki zajebisty, że pokona wszystkich), ale powinien już z pięć razy być martwym przy tego typu przeciwnikach. Tak w ogóle to podczas seansu wielokrotnie miałam wrażenie, że Conan Barbarzyńca jest ekranizacją kreskówki, ponieważ Zły Lord i Jego Córeczka Wiedźma zachowywali się jak postaci z kreskówki. Córeczka wszędzie łaziła za ojcem, usiłowała zastąpić swoją zmarłą matkę, znęcała się nad ludźmi, walczyła z Conanem, ale wszystko to miało otoczkę infantylności. Nie powiem, wygląd tej wiedźmy mi się podobał, zwłaszcza jej pazurki z metalu, ale… Sorry, robimy poważny film o jednym z najsławniejszych barbarzyńców czy jakąś parodię? Ta postać nie miała w ogóle własnej woli. Czasami sprawiała takie wrażenie, ale rzadko. Jedyne, co sama z siebie potrafiła zrobić, to kogoś zabić. Sorry…
A ta scena już mnie w ogóle utwierdziła w przekonaniu, że jest to relacja infantylna. Nic, tylko zrobić komiks albo film animowany.

Kolejna głupota: sprawa między Conanem a Dziewczyną, której krew była zajebista i dawała władzę nad światem. Swego czasu miałam podobny pomysł na rozbudowane opowiadanie, a po tym filmie zwątpiłam. Skoro Dziewczyna była taka ważna i zajebista, to Conan powinien jej strzec na każdym kroku, obstawić ją strażą czy czymkolwiek innym, by jej włos z głowy nie spadł. Tymczasem co? Po udanej nocy (UWAGA, SPOILER) Dziewczę sobie spokojnie drepcze samo przez las, dając się złapać Złej Wiedźmie. Co, kurde? Co?! To było tak durne i tak łatwe do przewidzenia, że aż oczy bolą. Załamałam się kompletnie przy tej scenie i gdybym mogła, wraz z Kubą rzuciłabym czymś w monitor. Jedyne, co było fajne w tej części filmu, znajdziecie na screenie poniżej:

Przewidywalność do bólu. Sceny walki przewidywalne. Jak raz Conan dostał solidny wpierdziel, to się niedługo po nim pozbierał. Potwory i przeciwnicy przewidywalni do bólu (chyba za dużo się naczytałam książek z serii o Zapomnianych Krainach). Koniec można nazwać „otwartym happy endem” (UWAGA, SPOILER), gdzie widz ma wrażenie, że powstanie druga część. Oby nie.
Gdzieś kiedyś usłyszałam, że przeciętny widz najchętniej zobaczyłby coś, co zna (chodzi o schemat) – po to ludzie oglądają na przykład komedie romantyczne. Ja poszukuję czegoś oryginalnego, jakiegoś świeżego pomysłu, który mnie powali na kolana lub chociaż wywoła uśmiech na twarzy. Gdyby scenariusz do Conana był lepiej napisany, nie uznałabym tego filmu za Chałę.
Co broni ten film? Jason Momoa, który miał zagrać umięśnionego barbarzyńcę i sobie poradził z tą rolą (chociaż w Grze o tron był fajniejszy xD). Wizualność i efekty specjalne, tu nie mogę się do niczego przyczepić. Fragment o dzieciństwie Conana, który podobał mi się najbardziej (nie tylko dlatego, że grał tam Ron Pearlman, którego bardzo lubię _^_). Kiedyś jednak już wspominałam przy omawianiu Chały, że sama strona wizualna nie sprawi, że coś będzie znośne.
Podsumowując: powiem Wam, że być może za bardzo się czepiam, za dużo wymagałam od seansu, ale czasem człowiek ma wrażenie, że zmarnował ponad półtorej godziny na coś, co w ogóle go nie usatysfakcjonowało. Jednak znalazłam dwa jeszcze gorsze filmy, o których na przestrzeni najbliższych dwóch tygodni tutaj napiszę. I nie będzie tak różowo, jak w przypadku Conana Barbarzyńcy.
Wasza dumająca, w co ręce włożyć
Cath

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s