Wołomińskie klimaty cz.4 – Kino Letnie 2012.

Z tygodniowym opóźnieniem (przeklęta poprawka) pojawia się ostatnia tegoroczna notka w klimatach wołomińskich. Nie bójcie się, w przyszłe wakacje cykl będzie kontynuowany, na pewno się jeszcze czegoś o Wołominie dowiecie.
Dzisiaj na warsztat bierzemy imprezę, której uczestnikiem miałam okazję być po raz pierwszy w życiu (to zasługa D~Bogny i jej niebieskiego fiacika, którym mnie woziła na seanse – cześć jej i chwała!). Nie muszę wydarzenia chyba nikomu przedstawiać – powiem tylko, że miało miejsce na Placu Trzeciego Maja oraz w Parku Wodiczki (tam były seanse dla dzieci).
Na szesnaście prezentowanych filmów obejrzałam przy innej okazji trzy („W ciemności”, „Człowiek, który gapił się na kozy” oraz „Vicky Cristina Barcelona”), miałam teraz chrapkę na chyba dziesięć, pojechałyśmy w końcu na pięć… Ale już ta liczba pozwala mi stwierdzić, że Kino Letnie jest świetnym pomysłem. Tak dobrej ramówki nie spodziewałam się ujrzeć. Myślałam, że w ramach Kina Letniego zwykle puszczają jakieś niewymagające starocia, a tu niespodzianka, było sporo ubiegłorocznych nowości. I wszystko za darmo! Moje żydostwo tańczyło i śpiewało podczas każdego widzianego filmu.
Teraz po kolei, co udało nam się obejrzeć:
1. „O północy w Paryżu”, reż. Woody Allen

Przeurocze po prostu. Skoki w przeszłość to temat niezwykle oklepany, ale tutaj Allen pokazał, że ma jeszcze dobre pomysły i przyjemnie się to oglądało.
Ciekawostka: w niektórych momentach wyłyśmy z Dorotą ze śmiechu, podczas gdy reszta publiki była cicho. Nie świadczy to źle o nas, świadczy to źle o erudycji pozostałych widzów, którzy po jakiejś półgodzinie wstawali z krzeseł i szli do domu, prawdopodobnie uznając film za nudny. xD
Dzięki temu filmowi udało mi się poznać również kilka innych dzieł Allena, m.in. „Annie Hall” (mistrzostwo), „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie (ale baliście się zapytać)” oraz (po raz drugi) „Purpurową różę z Kairu”. ^^ Faza na Allena jeszcze mi nie przeszła…
2. „Idy marcowe”, reż. George Clooney

Powiem Wam szczerze, nie porwał mnie ten film. Nie byłam w stanie się na nim skupić, podczas gdy Dorota piała z zachwytu. Nie mówię, że film jest zły – ta tematyka mnie nie ciekawi i nie miałam specjalnej ochoty na ten seans, ale popatrzyłam sobie na Clooneya i Goslinga i nie było źle. Po wszelkie inne opinie proszę się zgłaszać do Doroty i Kuby, który lubi ten film.
3. „Rzeź”, reż. Roman Polański

Nie od dziś wiadomo, że lubię filmy Polańskiego (nie, nie tylko „Pianistę”), dlatego nie mogłam sobie odpuścić tego seansu. Jechałyśmy z przeświadczeniem, że film nie jest chałą (tata Doroty, którego serdecznie pozdrawiam, widział to i ocenił pozytywnie). I jak się skończyło? Ja wyłam ze śmiechu, Dorota nie. xD Całą drogę powrotną kłóciłyśmy się o to, czy ten film jest dobry.
Powiem Wam, czemu mi się podobał: przede wszystkim historia. Zaraz potem doborowa obsada i gra aktorska. Potem zaś to, jak potrafili się podzielić na obozy i jeździć jedni po drugich (najlepsza wg mnie była „solidarność jajników”). Nie ma co się rozpisywać, film jest genialny i gorąco go Wam polecam. 🙂
4. „Guzikowcy”, reż. Petr Zelenka

W tegorocznej ramówce znalazł się czeski film, co niezmiernie mnie cieszy. A fakt, że to będą „Guzikowcy”, ucieszył zarówno mnie, jak i Dorotę (która z uporem maniaka wciskała mi ten film).
Seans był z lektorem (jak poprzednie filmy), ale oryginalną ścieżkę dźwiękową można było spokojnie usłyszeć i chwilami nie wiedziałam, czy oglądam po polsku, czy po czesku… Zaskoczeniem dla mnie było, jak wiele rzeczy rozumiałam. Nic dziwnego w sumie, dwa lata się czeskiego uczę.
Fabuła była powalająca. Kilka różnych historii, które pozornie nie są ze sobą związane (pozornie), każda lepsza od poprzedniej… Lubię Zelenkę, lubię, w jaki sposób przedstawia rzeczywistość i tym razem się nie zawiodłam. Z innych jego filmów polecam Wam „Opowieści o zwyczajnym szaleństwie” i „Rok diabła”, który podbił moje serce ze wzgledu na występującego tam Jarka Nohavicę. ^^
5. „Czarny kot, biały kot”, reż. Emir Kusturica

Skakałam z radości, jak przejrzałam po raz pierwszy ramówkę tegorocznej edycji – od dawna chciałam obejrzeć ten film. Ze względu na fabułę i ze względu na to, że to Kusturica, a nigdy wcześniej niczego innego w jego reżyserii nie widziałam. Jak to dobrze, że zaczęłam właśnie od tego filmu!
Najlepszy seans wg mnie w całym Kinie Letnim. Wszyscy zgromadzeni ryczeli ze śmiechu, pewnie okoliczni mieszkańcy spać nie mogli. Nie spodziewałam się, że film o naddunajskich Cyganach mnie tak rozbawi. Dorota razem ze mną się trzęsła, potem w drodze powrotnej cytowała najlepsze teksty i śpiewała nieśmiertelną piosenkę, którą macie poniżej:

Po konsultacjach z Pauliną Ł., którą pozdrawiam, zdecydowałam się na dalsze zgłębianie twórczości tego reżysera, ale nie w tej chwili, bo leży u mnie na półce sterta klasyki literatury jidysz i coś trzeba z nią zrobić. I nie mam na myśli wyrzucania przez okno.
To tyle, jeśli chodzi o Kino Letnie – mimo, iż mało widziałam, stwierdzam, że nie było źle i ciepło myślę o przyszłorocznej edycji. Mam nadzieję, że zobaczę na Placu więcej znajomych 🙂
Wasza dalej radośnie myśląca o tym, że zaliczyła poprawkę
Cath

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s