Przerywnik urlopowy nr 2 – Trójmiasto (z Moją Siostrą).

Moja Siostra jest nieznośna i to wiadomo nie od dziś. Uprzykrza mi życie, włazi z butami w prywatność i obnosi się ze swoją miłością do Uzi. Chwilami jest niezwykle upierdliwa. Jednak zdecydowałam się postąpić bardzo pochopnie i pojechać z nią na kilka dni nad morze.
Pierwsza rozmowa o wyjeździe wyglądała mniej więcej tak:
Ola: Dorotaaaa, będę miała urlop od 27go, pojedźmy gdzieś!
Ja: Hmmm, dobra, to zadzwonię do Kuby i się zapytam, czy wolne dostanie w pracy…
Ola (żywo gestykulując): Nieeee, jedziemy sameeee.
Musicie uwierzyć mi na słowo: gdybym nie siedziała wtedy na łóżku, oparta plecami o ścianę, pewnie bym zaliczyła glebę ze zdziwienia. Moja Siostra! Moja Siostra chce gdzieś ze mną jechać! Tego jeszcze nie grali. Tak więc, niewiele myśląc, dogadałam się z nią w sprawie miejsca docelowego, kupiłam bilety w Polskim Busie i po kilku tygodniach wyruszyłam z nią na podbój Gdyni i okolic.
Nocowałyśmy w Gdyni Orłowo, dzielnicy willowej, gdzie na każdym kroku stały takie domy, że Olka kazała mi głowę odwracać („Bo jeszcze Ci zaszkodzi to paczenie”), a do morza (tj. Zatoki Gdańskiej) był rzut moherowym beretem. Zalet to miejsce miało wiele, ale też trafiły się wady, mianowicie nie było tam żadnego normalnego supermarketu (tj. taniego). Jedyne, co było, to Klif, który jest pierońsko drogi i chodziłyśmy tam tylko do bankomatu.
Co tu dużo opowiadać, Gdańsk omówiłam przy okazji „podróży służbowej” z Kubą, więc rzucę tylko paroma ciekawostkami:
– Bilety na SKMkę były drogie. Dla Siostry, znaczy się, bo już jeździ na normalnych. Dodatkowo w Gdyni Orłowo nie było kasy, tylko stały dwa biletomaty, które mnie przerosły, jeśli chodzi o obsługę. Kuźwa, w Warszawie mamy jeden rodzaj zniżki, a tam było kilkanaście. I każda z objaśnieniem xD Masakra, nie mogłam się w tym połapać, Olka tym bardziej.
– W Gdyni Głównej jadłyśmy zarąbiste pączki, kupiłam magnes w kształcie Żyda za pięć złotych (!), na obiad zamówiłyśmy zarąbistą flądrę i nawet udało nam się nogi w morzu zamoczyć. Było fantastycznie :);
– W Sopocie Olka zachwyciła się Krzywym Domkiem, złościła na tłumy turystów i na ceny za wejście na molo, a potem klęła, jak nie mogłyśmy znaleźć taniej żarłodajni. Potem znalazłyśmy, ale odbiła się na moim zdrowiu (zdarza się). Oczywiście, tu też nogi moczyłyśmy;
– W Gdańsku Siostrze spodobało się muzeum bursztynów, zasmakowała w jedzeniu z baru mlecznego Neptun i narzekała na bolącą stopę. Ja marudziłam na bolący żołądek, zachwycałam się leniwymi z w/w baru i narzekałam na ceny wszystkiego. Obie zaś ledwo żyłyśmy po wspinaczce na wieżę Bazyliki Mariackiej – pierwszy raz w życiu czułam, że mam gorące kolana od łażenia po schodach. Ciekawe uczucie;
– W Gdyni Orłowo na plaży panicznie się przestraszyłam zdechłej meduzy;
– W wynajętym pokoju miałyśmy kablówkę, co niezmiernie ucieszyło Olkę. Wieczory spędzałyśmy tak, że ona oglądała Superstację i inne tego typu rzeczy, ja zaś na zmianę uczyłam się na poprawkę z kultury popularnej Czech i czytałam „Lemoniadowego Joe”;
– W gdańskim ZOO widziałyśmy słonia, który tańczy. Po powrocie sprawdziłam, czemu się tak zachowywał – podobno był bity w cyrku i dlatego teraz tak tańczy*. Nagrałam filmik (bo słoń mimo wszystko nas rozczulił), obejrzyjcie sobie:

– Doszłyśmy do wniosku, że to są ostatnie panieńskie wakacje Olki i trzeba zrobić wszystko, by były jak najlepsze. Ciągałam siostrę po fajnych miejscach, muzeach i do interesujących obiektów; po powrocie wyglądała na zadowoloną;
– Powrót do Warszawy był zaś tragiczny, bo gdzieś tak od Łomianek stałyśmy w korkach i nawet słuchawki z japońskim popem z anime nie mogły mnie odciąć od marudzenia Siostry. Ale czego się nie robi z miłości, w pewnym momencie zaczęłam jej słuchać…
Wyjazd uznaję za udany: zobaczyłyśmy masę nowych i ciekawych rzeczy, dobrze pojadłyśmy za ludzkie pieniądze, pogoda nam dopisała i udało nam się pokąpać w morzu! Nie tylko zamoczyć nogi.
Dość gadania, czas na zdjęcia ^^

Strefa chillout w Gdyni Głównej

Wpływ strefy chillout na Siostrę

Siostra z marynarzem

„Gdyby dostawał grosika za każdą babę, która chce mieć z nim zdjęcie…”

Albatrooooooos!

Takie różowawe gówna pływają w Bałtyku i przyprawiają Cathrynki o palpitacje serca.

W gdańskim ZOO ^^

Siostra na molo ^^

A co, też chcę mieć zdjęcie.

Kulawa mewa, która sprzedawcy pocztówek jadła szynkę z ręki.

Olka na schodkach jednej z najstarszych kamienic w Gdańsku

Siostra po wspinaczce

Żydowski paszczur po wspinaczce

Drzewko, które nie pamiętam po co stoi

Żyd pod drzewkiem

Pajączek! (niezdrowych fascynacji ciąg dalszy)
I tak oto powracam w glorii i ch(w)ale na blogaska, w najbliższych dniach (w związku z tym, że zaliczyłam poprawkę i nie muszę już się uczyć) będę nadrabiała zaległości, tj. napiszę ostatnią wołomińską notkę o Kinie Letnim, a potem dwie Chały Tygodnia. Szykujcie się na niezłą jazdę po beznadziejnych filmach 😉
Wasza zmęczona przez zmianę pogody
Cathryn vel Żyd

*Osobiście wychodzę z założenia, że osobę, która się znęca nad słoniem, powinien spotkać taki los, że słoń okręca go trąbą, podnosi i wali z całej siły o ziemię. Nie rozumiem, nie rozumiem takich ludzi, którzy biją słonie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s