Wołomińskie klimaty cz.1 – Rock Piątki.

Już gdzieś kiedyś pisałam, że zacznę omawiać „poważne” (ahahahaha) zagadnienia. Na czas wakacji postanowiłam opowiedzieć Wam (zwłaszcza tym, co nigdy u mnie nie byli) o swoim mieście, czyli o Wołominie – niby zagłębiu mafijnym, gdzie biegają mordercy pewnej rodziny i ogólnie lepiej wieczorem stosować się do Prawa Łoma, czyli nigdy nie wychodzić bez łomu. Dzisiaj trochę powspominam, by było wesoło i byście zobaczyli, że można się w Wołominie uchować. Zaczniemy od nieodżałowanego cyklu imprez, jakim były znane na powiat i okolice Rock Piątki.
Jak sama nazwa wskazuje, były to imprezy rockowe i działy się w piątki. Co do pierwszego członu nazwy – można się chwilami nie zgodzić, ponieważ występowały u nas zespoły zarówno rockowe, jak i metalowe czy też niemające z dwoma powyższymi gatunkami nic wspólnego. Who cares? xD I tak było sympatycznie. Imprezy miały miejsce w latach 2004-2009, odbyło się ich chyba siedemnaście (ciężko policzyć, bo nie byłam chyba na dwóch… Na pewno byłam na szesnastu!), pierwszy raz byłam na grudniowym w 2004 roku i jakoś dojechałam do ostatniego, gdzie daty z różnych przyczyn nie pamiętam. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. ^^ Zaznaczam, że na swoim pierwszym RP miałam trzynaście lat. I to był jedyny koncert, gdzie sprzedawali legalnie piwo… Ale do tego tematu jeszcze dojdziemy. Jeśli chodzi o lokalizację – był to Wołomiński Dom Kultury, w skrócie MDK.
Elementy Rock Piątków oczami Cathrynka (wypisane w podpunktach):
1. Muzyka. W końcu to o nią najczęściej chodzi na koncertach. W zasadzie rzadko kiedy miałam okazję pójść tam, bo znałam jakiś zespół… ^^’ No co? Miał być Rock Piątek, okazja, by się wyszaleć ze znajomymi i w dobrym, metalowym towarzystwie! ^^ Muzyczną legendą Rock Piątków stał się poległy już zespół Suspense, który tworzyli chłopaki z Wołomina. Co się pojawiali na scenie, publika szalała. A po koncercie można było ze składem wypić piwo. Albo kilka.
By nie było, że Wołomin to wieś i tylko lokalne kapele grały – z bardziej znanych zespołów gościliśmy Happysad (to były czasy, kiedy zaczynali być sławni, za bilet dałam 12 złotych), Plateau (trudno, by wołomińska grupa u nas nie zagrała!), Milczenie Owiec, Openspace, Kochankowie Gwiezdnych Przestrzeni, Ametria, Snowball, Sjel, Orbita Wiru oraz Wrinkled Fred. Było tego dużo, dużo więcej, ale aż tak nie znam się na obecnej scenie muzycznej, więc nie chcę niepotrzebnie rzucać nazwami. Powiem Wam tyle, że większość była fajna – można było poskakać, pogować (tak, niżej podpisana pogowała bardzo często), ogólnie miło spędzić czas. Tylko kilka grup okazało się być strasznymi niewypałami, ale osobiście pamiętam, że tylko raz kogoś wygwizdano. Ciekawi? Opowiem w komentarzach. 🙂
2. Organizacja. Bez sprawnej ekipy niczego nie dało się zrobić. Najbardziej znaną twarzą jest Maciek Łoś, szef wszystkich szefów, wszędobylski, wszystko umiał załatwić. Dusza człowiek. Mimo sporej różnicy wieku między rockpiątkowiczami a nim, ze wszystkimi był na ty, posiadał niesamowite pokłady wyrozumiałości i tylko czasem puszczały mu nerwy, kiedy coś naprawdę szło nie po myśli wszystkich, ale do tego też dojdziemy. Maciek patronował imprezom bardzo długo, jednak ostatni Rock Piątek był już bez niego – do głosu doszła młoda gwardia, która nie poradziła sobie moim zdaniem ze wszystkim i ogólnie impreza pożegnalna nie była taka, jak myśleliśmy, że będzie. Tyle poprawnych politycznie słów z mojej strony.
Cenowo nie było źle – zazwyczaj bilet kosztował mniej niż 10 złotych.
3. Ludzie. Zazwyczaj można było spotkać stały skład rockpiątkowiczów, na który składało się kilkadziesiąt osób (w tym ja oraz Mel, Mizu, D~Bogna i Pijaru Koksu). Na koncerty nie wpadali jedynie rdzenni mieszkańcy wsi Wołomin, odwiedzali nas też ludzie z Kobyłki, Radzymina, Czarnej oraz Warszawy, co często było wielkim zaskoczeniem dla wszystkich, którzy rozmawiali z przyjezdnymi.
Nawiązywały się wieloletnie przyjaźnie, rodziły się i upadały związki – podczas przeglądania zdjęć nieraz musiałam się zatrzymać i pomyśleć, co się dzieje z tymi, których teraz oglądam. Muszę też powiedzieć, że sama należę do szczęśliwców, ponieważ Pijaru Koksa poznałam właśnie na Rock Piątku, a szczególnym koncertem dla nas był ten z jedenastego marca 2005 roku, ale miało nie być o związkach, więc tematu nie pogłębię. ^^
4. Epickie akcje. Przy takim natężeniu młodych, często podchmielonych bądź zwyczajnie po*ebanych osób nie mogło się obyć bez dziwnych i zabawnych sytuacji. Zacznijmy od tego, że w lutym 2005 roku ukradziono z MDK-u pisuar… Do tej pory nie wiem, jak to się stało, ale jakimś cudem wyrwano go w toalecie i sprawiono, że zniknął. Wtedy Maciek Łoś się strasznie zdenerwował, a jeden z występujących zespołów zadedykował koncert „poległemu pisuarowi” xD Poza tym na przykład jedzono styropian (próba odwagi, sprostałam jako jedyna dziewczyna), nawiedziła nas Śmierć, a raczej Śmierciu (genialny strój, pozdrawiam pana, który się wtedy przebrał)… Swego czasu również po MDK-u przewalały się damskie majtki niewiadomego pochodzenia, co skończyło się tak, że nosili je organizatorzy. 🙂 Oczywiście, na spodniach.
5. Alkohol, skutki picia wódki oraz sposoby przemycania. Gdzie Polacy, tam alkohol, wiadoma rzecz. Wspomniałam już, że można było legalnie kupić piwo na moim pierwszym koncercie – niestety, szybko wycofano pozwolenie (za co możemy podziękować miłościwie wtedy panującemu burmistrzowi, wszyscy wtedy mu pięknie życzyli), nie wiadomo, dlaczego. Przecież nikt nie zginął ani nie ucierpiał. Mimo zakazu spożywania i wnoszenia alkoholu na terenie imprezy jakoś dawaliśmy sobie radę i znajdowaliśmy masę sposobów na szmuglowanie piwa, wina i innych rzeczy.*
Na przykład otwierano okno w damskiej toalecie (znajdującej się w podziemiu) i podawano kumplom tanie wino. Oczywiście, organizatorzy szybko to wyczaili i usunięto klamki. W związku z czym przemycano w małych buteleczkach (podobno do torebek po 7Daysach wkładano flaszeczki z wódką i zgrzewano opakowanie żelazkiem xD) rozmieszczonych po kieszeniach, w rękawach kurtek, w butelkach po Coli… Spożywano też za MDKiem, gdzie nawet mój kolega Bazyl kiedyś dostał mandat. Współczujmy mu. Pito po kątach, gdzieś na tyłach widowni, w ubikacji (damska łazienka pod tym względem była miejscem legendarnym).
Wbrew pozorom, nie było burd. Nie pamiętam, by ktoś się pobił. Nigdy też nie wzywano policji – przyjechała tylko raz, w lutym 2005 roku, by zabrać z przystanku autobusowego jakiegoś przedstawiciela lumpenproletariatu (zima była wtedy ostra, nie chciano, by zamarzł). Obwołano go rockpiątkowiczem i opisywano potem w opowieściach. Przypadki osób bardziej nietrzeźwych niż trzeźwych przechowywano w łazience bądź odstawiano gdzie indziej pod eskortą kumpli. A jeśli ktoś był grzeczny, mógł się bawić dalej.
6. Nie samym koncertem się żyło. Na Rock Piątkach bowiem zdarzały się występy teatru amatorskiego (ukłon w stronę Piątego Wymiaru, który swego czasu występował z zespołem Łojezus), były organizowane wystawy…
Na każdym RP można było dostać w cenie biletu (czyli included, innymi słowy) koncertowy Zine. W trakcie bądź po imprezie czytało się wywiady z zespołami, komentowało się epickie fotki z poprzedniego koncertu bądź śmiało z komiksów lub esejów, tworzonych przez orgów i ich przyjaciół. Zdjęcie macie poniżej, jestem w posiadaniu piętnastu Zine’ów, z czego każdy następny lepszy od poprzedniego. ^^
Oczywiście, komentowało się też sprawy polityczne, czyli głównie bluzgało na poprzedniego burmistrza, ponieważ chciał zakazać imprez. Na szczęście mu się to nie udało. 🙂
Nie mogło obyć się bez zdjęć!** ^^

Tutaj mamy boskiego Radlina, omawiającego wraz z towarzyszami imprezy pewne dzieło sztuki

Dobry duch i ojciec chrzestny Rock Piątków – Maciek Łoś

Dwie Doroty z boku ^^

Kolekcja Zine’ów

Kolekcja biletów i dwie kostki do gitary – podarunki od zespołów Openspace oraz Tube

Jakby ktoś nie wierzył, że dawno temu byliśmy parą (Kuba mnie zabije, ale było warto! xD Zdjęcie jest genialne, znalazłam je przez przypadek)

Od prawej: D~Bogna, Mizunek, ja, Melanek, randomowy rockpiątkowicz

Piękne zobrazowanie stwierdzenia, że „zasady są po to, by je łamać” 😉
Słowo na zakończenie – z jednej strony żałuję, że Rock Piątków już nie ma, była to doskonała okazja na poznanie nowych ludzi oraz zwyczajne odchamienie się w przyjaznym środowisku. Jednak muszę Wam powiedzieć, że jestem dumna, że mogłam być rockpiątkowiczką i mogłam być częścią tego niezwykłego zjawiska.
Wasza ocierająca łezkę wzruszenia
Cathryn vel Żyd

* Piszę o tym dlatego, ponieważ w dzisiejszych czasach mało prawdopodobne, by RP wróciły. Dlatego możecie się pośmiać. 🙂 Oczywiście, nie próbujcie tego sami, a tym bardziej nie zwalajcie na mnie winy – część z tych historii jest zasłyszana, nie wiem, czy są prawdziwe!
** Któreż to w większości bądź w całości są wykonane przez Pisklaka.

Reklamy

3 thoughts on “Wołomińskie klimaty cz.1 – Rock Piątki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s