Ewolucja piosenki, czyli o „Sexy and I know It” LMFAO.

Nim zaczniemy omawiać poważniejsze (ahahahaa) tematy, jeszcze jedna chwila dla nabrania oddechu. Dzisiaj na warsztat weźmiemy to, jak jedna piosenka może ewoluować i za każdym razem być co najmniej ciekawa. Przed Wami omówienie fenomenu „Sexy and I know it” by LMFAO.
Po raz pierwszy usłyszałam tę piosenkę jakiś dłuższy czas temu, zastanawiając się, komu odwaliło, by stworzyć coś tak głupiego. xD Dzieło to jest autorstwa amerykańskiego zespołu muzycznego LMFAO, który (o dziwo) za swoją twórczość spod znaku electro house* zgarnął już kilka nagród.
Sam utwór „Sexy and I know it” ma charakter humorystyczny, trochu parodystyczny, a przede wszystkim – nie jest na poważnie. Bo niby jakim, kurde, cudem ktoś latający w obciachowych gatkach ma być seksowny? xD
Warte przyjrzenia się są w teledysku charakterystyczne kroki tancerzy, wyjątkowo obciachowy ubiór, karton na głowie (po co, nie wiem), plastikowe okulary, otoczenie (wakacyjne wręcz). Piosenka wpada w ucho i człowiek chcąc nie chcąc zaczyna ją w pewnym czasie nucić. Trudno jest jej się pozbyć z głowy, coś o tym wiem.
Dość omawiania – myślę, że po obejrzeniu sami zobaczycie, co jest w tym niezwykłego.
Oto oryginał, który przesłuchałam może ze dwa razy w życiu (podobnie, jak większość ludzi w Internetach), nim się zabrałam za pisanie notki.

Oczywiście, jak to zwykle w Internetach bywa, przeróbki piosenek pojawiają się jak grzyby po deszczu, a niektóre nawet stają się bardziej znane od pierwowzoru. Zapewne każdy z Was kiedyś miał okazję usłyszeć jakąś parodystyczną wersję znanego hitu, ale teraz czeka Was prawdziwa kompilacja przeróbek „Sexy and I know it”. Zacznijmy więc wymieniać!
Na pierwszy ogień pójdzie ta najsłodsza, która mnie rozbroiła – „I’m Elmo and I know it”.
Elmo version

Jestem bardzo ciekawa, gdzie twórcy znaleźli dziewczynę o tak słodkim głosiku. Piosenka się sprawdza – teledysk porządnie zrobiony, człowiek ma wrażenie, że wideo było wykorzystane w „Ulicy Sezamkowej”. Komuś się bardzo nudziło i miał duuuuuużo czasu, by to zrobić. Podziwiam. xD
Schemat tekstowy jest zachowany – mamy przedstawienie postaci, potem nieśmiertelną partię „when I do something, this is what I see”, wyjątkowo rozbrajające jest „kids look at this crayons”, zastępujące „girl look at that body”. Mniodzio.
Dalej mamy wersję, która jest moją najukochańszą i tylko zdrowy rozsądek nie pozwolił mi wrzucić jej na początek listy. ^^
Wersja żydowska

Tutaj mamy do czynienia z piękną, czystą parodią, gdzie jest zachowane mniej więcej otoczenie, stroje, okulary, tekst (w sensie schemat), ale dodatkowo mamy postać przebraną za Żyda, wielkie gwiazdy Dawida na łańcuchach (chcę coś takiego!!!) oraz nieodzowne jarmułki. No i tematyka tekstu – „I’m Jewish and you know it” mówi samo za siebie. Patrzcie, jak powinno się robić teledyski – zachowano choreografię (mniej więcej, sekwencja początkowa jest taka sama), obciachowość ciuchów, są dziewczyny, normalnie wielka impreza xD A na poważnie: jest to najlepiej wykonana parodia, jaką słyszałam i jaką widziałam.
Teraz wersje polskie (bo nie może ich zabraknąć, Polacy nie gęsi w końcu) – znalazłam dwie warte uwagi.
Pierwsza z nich wyszła na światło dzienne, kiedy polscy internauci lamentowali i buntowali się przeciwko Wielkiemu Złu, jakim było ACTA. Ta parodia od razu podbiła serca internautów, ponieważ miała funkcję spajającą nasze serca (chociażby przez tekst „jestem piratem i wiem o tym”). Można powiedzieć, że została hymnem walki przeciwko tej durnej ustawie.
Kradziony bit
Po kolei jednak: jak sami widzicie, oryginalny schemat fabularny (o ile można o takim mówić) nie został zachowany. Warunki zostały przerobione na typowo polskie, gdzie zazwyczaj dochodzi do ściągania plików: widzimy domowe zacisze, zwykły pokój, telewizor, firanki w oknie… To, co mamy u siebie w domach. Nawet panowie z V-Unit wyglądają, jakby wiedli normalne życie (chociaż codzienne ubrania zostały dodatkowo urozmaicone o różne obciachowe dodatki, typu kamizelka odblaskowa, czepek kąpielowy, kapelusz, skąpe koszulki, dzięki czemu klimat piosenki został zachowany). Nie mogło się obyć bez wielkich okularów przeciwsłonecznych, które w tym teledysku mają akurat rozbudowaną symbolikę. Nie tylko są dodatkiem do ubrania, są też symbolem anonimowości, a w końcu każdy pirat jest anonimowy, prawda?
Dodatkowo tytuł piosenki nie jest typowy. Mogłoby być „Jestem piratem i wiem o tym”, ale „Kradziony bit” z racji swojej długości jest łatwiejszy do zapamiętania. W samym tekście piosenki nie ma nic o byciu piratem, są jedynie poruszone tematy ACTA i buntu przeciwko władzy, mamy tutaj omówienie sytuacji, w jakiej jeszcze niedawno się znajdowaliśmy. Brawa i wielki szacun dla chłopaków z V-Unit. Jedyna wada piosenki: rymy są nierówne i to chwilami mocno przeszkadza w słuchaniu, ale możemy im to wybaczyć, prawda? 😉
Ostatnia omawiana piosenka to niedawne znalezisko Kuby, które mnie rozwaliło, albowiem forma nie ma nic wspólnego z oryginałem, a jedynie odnosi się (podobnie, jak „Kradziony bit”) do obecnych polskich realiów.
Napijmy się gorzoły

Ach, jakie to swojskie, nie? 🙂 Piosenka autorstwa Chwytaka i DJ Wiktora nie jest pod tym względem oryginalna – nie oni pierwsi i nie ostatni poruszyli temat narodowego pociągu do wódki. I innych trunków. Właściwie jedyne, co jest zachowane z oryginału to muzyka i karton na głowie (no kto to wymyślił xD), plus obecność pięknych pań. Wersy są dość długie i kiepsko się to śpiewa w stanie nawet niezbyt wskazującym, ale do posłuchania się nadaje. 🙂
Poruszę jeszcze dwie kwestie – jak można zobaczyć w oryginale LMFAO, mamy do czynienia z dwoma wokalistami. Ta zasada nie zawsze jest zachowana (W „Kradzionym bicie” śpiewa pięciu panów, w wersji z Elmo śpiewa jedynie… Elmo), ale w końcu jakie to ma znaczenie… Ciekawą sprawą jest też przerywnik przed ostatnim refrenem. W przypadku oryginału oraz wersji Chwytaka i DJa Wiktora jest to bliżej nieokreślony bełkot, przy Elmo słyszymy słowo „tickle” („łaskotki”), w wersji pirackiej – powtarzanie w kółko słowa „ściągam”, a przy wersji żydowskiej – „bacon, bacon, bacon, no”, co mnie osobiście rozbraja najbardziej.
Nom, to na tyle tym razem. Od przyszłego tygodnia lecimy z notkami o Wołominie (ale, oczywiście, możecie spodziewać się przerywników pod postacią sprawozdania z wyjazdu do Pragi). Mam nadzieję, że się Wam dzisiaj podobało 🙂
Wasza odpoczywająca i nadrabiająca
Cath vel Żyd

*podaję za Wikipedią, nie znam się na tego typu muzyce.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s