Make reading exotic, czyli co Kasia Tusk myśli o czytaniu, a co ja myślę o Kasi Tusk xD

Proszę Państwa, ta notka (jak wiele poprzednich) powstała pod wpływem impulsu. Impuls nastąpił wczoraj dzięki Vardzie (pozdrawiam!), która na fejsie udostępniła niżej podany link*. Dzisiaj porozmawiamy trochę o Make Life Easier, a dokładnie o tym, co Kasia Tusk (bądź sztab wyspecjalizowanych Murzynów** do odwalania za nią tej roboty) popełniła (w marcu zresztą) na temat czytania książek.
Podczas czytania jej notki wyglądałam mniej więcej tak:
konata
Boziu, jak ja się cieszę, że trafiłam na tę notkę teraz, a nie kilka miesięcy temu. Liczę bowiem na to, że albo target Tuskówny zmądrzał, albo ona sama przestała tak myśleć o czytelnictwie.
Po kolei jednak (muszę nauczyć się prezentować argumenty, po to służą m.in. notki z cyklu „Chała tygodnia”):
1. Czytając, zapomniałam o plotkach, że blog jest pisany nie przez Tuskównę, lecz przez wyżej wymieniony sztab Murzynów***. I – tak samo, jak w przypadku notek Kominka – nóż mi się w kieszeni otworzył. Ale, ale, moi drodzy czytelnicy, bądźcie mądrzejsi ode mnie i pamiętajcie, że tego, co można znaleźć na Make Life Easier, nie wolno brać na serio. Tak więc ochłonęłam i postaram się w miarę na poważnie podejść do tematu.
2. Przez dłuższą chwilę myślałam, że autorka robi z narodu debili, którzy w ogóle nie czytają i dla nich czytanie to rozrywka niezwykle egzotyczna. Przez chwilę miałam ochotę zrobić komuś krzywdę, bo wszyscy moi znajomi czytają… Potem sobie przypomniałam, że nie wszyscy. I ta świadomość spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Ktoś w końcu musi nie czytać, skoro wyniki badań BNu wychodzą takie, a nie inne. Kiedyś znajoma, która nie czyta, bo woli oglądać telewizję, powiedziała, że nie wiem, co tracę, nie włączając telewizora. Książki są dla niej za ciężkie (za trudne), woli prostszą rozrywkę. Nie sugerujcie zmiany znajomych, jeśli nie czytają! Doskonale Was rozumiem, ale nie warto rezygnować z człowieka, jeśli po prostu nie lubi czytać. Ma inne zalety. Za to powiem Wam świętą, najświętszą prawdę i stosujcie się do niej, a będziecie się czuli lepiej – jeśli czytacie, NIGDY nie wiążcie się z osobą, która nie znosi książek. NIGDY. Bo inaczej będziecie mieli przerąbane i nie będzie Wam dobrze w takim związku. Miałam niby nie pisać o „Intymnych relacjach międzyludzkich”, ale po raz kolejny nagnę tę zasadę, by móc kogoś uratować przed wielką życiową porażką. Uważacie inaczej, OK, Wasz problem. 😛
3. Notka jest beznadziejną reklamą e-czytnika z Empiku, który podobno wcale zajebisty nie jest, co potwierdza masa opinii moich znajomych. Miałam kiedyś taki czytnik w ręku i się ździebko załamałam, bo poznałam wcześniej zajebistość Kindle’a. Należę jednak do grona tych, którym e-papier nie zastąpi książki, ale wróćmy do tematu.
4. Notka ma jednak wartości, które trzeba propagować – zachęca do czytania. Kasia Tusk daje tutaj bowiem dobre rady, jak się nie zniechęcać do książek i jak szukać czegoś, co może być dla nas wciągające i pasjonujące. I chwała jej za to. Co nie zmienia faktu, że podczas czytania notki poczułam się, jakbym wróciła do podstawówki, gdzie co i rusz ktoś mnie zaczepiał, jak czytałam na korytarzu („Co ty w tym widzisz?” i tak dalej).
5. Najlepsze pytanie w całym tekście – Co robić, jeśli lubisz czytać, ale robisz to za rzadko ?:)
Czytaj. Po prostu czytaj. Nie trafia do mnie argument, że ktoś studiuje i nie ma czasu czytać. Zawsze się znajdzie czas na chociaż kilkanaście stron dziennie. Ja na przykład – wraz z D~Bogną i Asią – dzielnie propagujemy czytanie w środkach komunikacji, typu pociąg, SKMka, metro, tramwaj (u mnie autobus odpada, momentalnie przez chorobę lokomocyjną jestem nie do życia, metro lepsze). Nawet nie wiecie, ile czasu można zmarnować, gapiąc się bezmyślnie w ścianę podczas jazdy. Ile książek przeczytałam, jeżdżąc pociągiem… Owszem, możecie marudzić, że dodatkowe tomiszcze w torbie czy plecaku to ból pleców, OK. To bierzcie małe formaty. Mój model „do jazdy” to książka w formacie zeszytu A5, najlepiej mająca ok. 200 stron. Można takie znaleźć, na przykład masa czeskiej literatury jest wydawana w takim formacie. I tak oto czytam sobie lektury (bądź Žambocha) i nie narzekam. Także nie trzeba od razu kupować e-czytnika, tylko wystarczy pofatygować się do biblioteki i ewentualnie poprosić o pomoc. 😉
6. Osobiście wkurzają mnie zdjęcia Tuskówny, które co i rusz pojawiają się w notce. Rozumiem, taka rola bloga, ale sama wolę wstawić Konatę, lepiej zobrazuje moje odczucia.
Także co? Make life easier, wypożyczajcie cienkie książki i czytajcie w dojazdach. A tymczasem wracam do dość sporego „Każdy szczyt ma swój Czubaszek” Andrusa i… Czubaszek 😉
Wasza nadrabiająca zaległości w czytaniu (jak widać)
Cathryn
P.S. Napisałam do chłopaków z Make Life Harder, by także coś napisali o czytelnictwie. Ciekawe, czy dadzą się namówić 😉
C.R.

*dlatego bawię się w gwiazdki, bo mam problem z szablonem i nie chce mi linków do notek wstawiać. Macie więc przeklejony adres. http://www.makelifeeasier.pl/film-i-literatura/make-reading-easier/#comments
**Autorka bloga informuje, że nie ma nic do Murzynów, Azjatów etc., w końcu jest Polką, żydołaczką i początkująca czechofilką. Po prostu takie sformułowanie się utarło w naszym języku i dlatego nie boję się z niego korzystać. 😛
***Autorka pragnie również wspomnieć, że używa tego utartego zwrotu jedynie w celach metaforycznych 😛

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s