Nie czytam kryminałów.

No nie czytam.
Nigdy mnie specjalnie nie ciągnęło. Parę razy zdarzy mi się po coś sięgnąć, ale zwykle szybko to odkładam (delikatnie i z szacunkiem, to innymi książkami walę o ścianę).
Wiecie co, to taka moja dziwna, aczkolwiek niezbyt szkodliwa przypadłość. Rozmawiam z kimś i ten do mnie nagle występuje z pytaniem, czy znam taką a taką książkę, bo to świetny kryminał. Mi jest głupio (jak zwykle, kiedy czegoś nie znam), bo co mam powiedzieć? Że nie rozumiem, jaka jest frajda w tym, że bohater szuka przestępcy, rozwiązuje jakieś zagadki kryminalne, etc.? Że z miejsca mój zapał stygnie, kiedy po kilku stronach widzę zaczątek cholernie znanego i oklepanego schematu?
Nie, nie piszę, że nie znoszę kryminałów. Serio, próbowałam się przekonać. Na przykład podczas praktyk wypożyczyłam „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” znanego już na całym świecie ś.p. Larssona – po dwudziestu stronach zdecydowałam się z bólem serca to oddać. Praktycznie wszyscy wokół mnie się tym zachwycają, a ja… Nie zaciekawiło mnie.
Są wyjątki! Podobno ciekawą grą z kryminałem jest „Imię róży”, które mi się bardzo podobało, chociaż męczyłam tę książkę z miesiąc (było to w okolicach sesji zimowej na pierwszym roku). I nie byłam w stanie odpowiedzieć, gdy ktoś mnie zapytał, czy to jest kryminał, czy nie. Po prostu nie znam tej konwencji. xD Albo inna książka – „Śledztwo prowadzi radca Heumann” Ladislava Fuksa. Czytałam to z niezwykłą przyjemnością i naprawdę byłam ciekawa, co się stanie dalej (i kto zginie). Może to kwestia odpowiedniego poprowadzenia fabuły, by mnie to zainteresowało?
Jako erudytka (to jest jedyne mądre słowo, którego używam, określając siebie, bo chyba nikt nie stwierdzi, że wzrok sobie popsułam na czymś innym niż czytanie) czuję się paskudnie. Z jednej strony czuję, że coś tracę, nie czytając tak popularnego w końcu gatunku literackiego, a z drugiej cieszę się, bo dzięki temu mam czas na zgłębianie innych książek.
Niech mi ktoś więc wyjaśni, czemu lubię seriale z nutką kryminalną! Na razie doszłam do wniosku, że przez charyzmatycznych głównych bohaterów – bardziej interesują mnie ich losy, niż historie w tle. Mam tak z „Dexterem” oraz „Sherlockiem” (zaznaczam, że dzieła pana Doyle’a nie czytałam, a pierwowzór literacki Dexia jest cienki jak Polsilver). Why? xD Co jest ze mną nie tak? xD
Przypomniało mi się bardzo często zadawane pytanie, kiedy byłam na praktykach – „Poleci mi pani jakiś dobry kryminał?”, po którym zawsze serce mi stawało na moment. „Wszystko, tylko nie kryminał”, starałam się oczami przekazać rozmówcy komunikat; bezskutecznie. Wiecznie musiałam odsyłać do kogoś innego. Co miałam powiedzieć? Larsson?! xD Najbardziej mnie zaskakiwały starsze panie, które były po lekturze „Mężczyzn…” i przychodziły podekscytowane po kolejny, zamówiony wcześniej tom. Opowiadając przy tym, jak to czytały książkę do czwartej nad ranem, bo nie mogły się oderwać.
Totalnie tego nie rozumiem.
Wasza ucząca się już do sesji i chwilowo ogarniająca notatki do licencjatu
Cathryn
P.S. Sorry za brak notki przez ponad tydzień, ale co się zbierałam, nic mi nie wychodziło. Lepiej teraz i konkretnie, niż kilka dni temu i „na odwal się”, prawda?
C.R.

Reklamy

One thought on “Nie czytam kryminałów.

  1. Ja też nie rozumiem, co ludzie widzą w kryminałach… Nie czytałam ani „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” ani „Kodu Leonarda”. Adaptacje były ciekawe i wciągające, ale żeby to czytać? …Nieee!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s