Żyd na „Żydzie” w Teatrze Rampa, czyli jak myśleć o Żydzie, a jak o nim mówić. I czy w ogóle?


Tytuł długi i poplątany, jak sama sztuka, na której miałam okazje wczoraj być. Nie myślcie o tym od razu źle – bardzo mi się podobało (D~Bognie, która mi towarzyszyła, nieco mniej xD), ale po wyspaniu się (czyli z perspektywy czasu) zaczynam widzieć drobne wady.
Po kolei. Sztuka opowiada o tym, jak do małego polskiego miasteczka ma przyjechać z Izraela syn znanego pisarza, którego ojciec wywodził się z tej miejscowości. Ma zamiar dać spore pieniądze na podupadającą szkołę, ale po jednym warunkiem – że szkoła będzie nosiła imię tego ojca, Mojżesza Wassersteina. I tu zaczynają się kłótnie, skakanie sobie do gardeł, wzajemne szczucie na siebie i dyskusja – dlaczego nie można nadać takiego imienia szkole?
Sytuacja jak najbardziej dzisiejsza i prawdopodobna, reakcja zebranych (polonistki, dyrektora, anglistki, wuefisty i księdza) – nie. Strasznie niedzisiejsza. Jakby ten nadchodzący Żyd był jakimś strasznym potworem, którego należy zwalczać. Słuchajcie, rozumiem, małe miasteczko i te sprawy, jednak dla mnie ta reakcja mogłaby mieć miejsce z dziesięć, kilkanaście lat temu. Nie była to może zbiorowa histeria, ale coś, co spowodowało, że wszyscy zebrani nagle byli albo przerażeni, albo wściekli.
Cały spektakl właściwie polegał na pokazaniu tego, że tyle lat po wojnie w każdym z nas siedzi jakaś wina, każdy z nas ma coś na sumieniu, jeśli chodzi o Żydów. Najczystszą postacią w tym momencie był wuefista, którego wychowano w przekonaniu, że Żydzi są źli i trzymał się on swojego zdania bardzo długo. Reszta? Nie będę Wam za dużo zdradzać, ale możecie wierzyć mi na słowo, nikt tam nie był niewinny. A jeśli był, to reszta usiłowała udowodnić mu winę.
Wszystko zaczęło się od ustalania, jak się tego Żyda przywita. Pomysły były coraz bardziej dzikie i urwane z choinki, ale można było się przy tym pośmiać (np. pytanie: „Czy Żydzi piją kawę?” i odpowiedź „Tak, arabikę” xD). Właśnie to mi się w tej sztuce podobało – była to tragikomedia, która na początku rozśmieszała widza, a potem częstowała go poważnymi sprawami, nie było zbytniego wymieszania.
W postaciach z tej sztuki możemy odnaleźć nas samych. Tak, my, młodzi ludzie, możemy to zrobić. Niekoniecznie mowa o pewnej naiwnej anglistce, którą miałam ochotę przełożyć przez kolano ze dwa razy (chociaż najbardziej irytowała mnie polonistka, która miała być czymś w rodzaju głosu rozsądku wg mnie, a była „Adamem Michnikiem zebranych”). Z drugiej strony – jak słusznie zasugerowała D~Bogna – czy warto to wszystko przeżywać po raz setny?
Według mnie warto, bo kwestia żydowska cały czas siedzi w narodzie. I prawdopodobnie przestanie siedzieć za jakieś kilkadziesiąt lat. Najgorsze jest to, że do teatru zazwyczaj chodzą ludzie, którym nie trzeba wyjaśniać, po co się o tym mówi i dlaczego trzeba podkreślać, że Żydzi nie są źli i nie gryzą.
Kiedy szłam po spektaklu w kierunku wyjścia, usłyszałam od jednej starszej pani, że jest to sztuka antypolska. Najcięższe słowa krytyki zachowam dla siebie z racji jej wieku, ale powiem jedno – o nas, Polakach, nie można cały czas mówić w superlatywach i podkreślać nasze bohaterstwo. Jesteśmy tylko ludźmi, takimi samymi, jak reszta świata. Tylko u nas miała miejsce jedna z największych tragedii, jakie widziała ludzkość.
Wasza zastanawiająca się, którą pracę ma teraz pisać (kocham Juwenalia, nie ma zajęć)
Cathryn

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s