Cosik o Słowenii.

Nie, nie byłam. W najbliższym czasie nie zamierzam się też wybrać, bo kasy nie mam.
Ale Słowenia od jakiegoś czasu mnie zastanawia.
A zaczęła mnie bardziej zastanawiać w momencie usłyszenia tej piosenki:

Pytacie się zapewne (nie patrząc nawet na tytuł piosenki, która jest powiązana z jednym z moich ulubionych musicali), skąd zainteresowanie Słowenią.
Taki mały kraj, a tyle ciekawych rzeczy się w nim mieści! Zacznijmy od początku:
Niektórzy z Was wiedzą (towarzysze doli i niedoli studenckiej zwłaszcza), że jestem na roku razem z serbistami i słowenistami. O Serbii trochę wiedziałam przed pójściem na studia, Eurowizję się kiedyś oglądało, Mariję Šerifović widziało i słyszało, coś we łbie zostało. A Słowenia? Hmmm, kojarzyłam jedną piosenkę z w/w konkursu. I nic więcej.
Na pierwszym roku poszłam na Mikołajkowy Wieczór Słoweński wraz z bratem Kamianem, bawiliśmy się świetnie (pozdrawiam w tym miejscu kolegów słowenistów), obejrzeliśmy dokument o Słowenii, dowiedzieliśmy się, że „kit” to po słoweńsku wieloryb o.O Ogólnie było bardzo twórczo, wesoło i z chęcią poszłabym na coś takiego jeszcze raz.
Potem, w trakcie studiowania, przypomniałam sobie, że Siddharta to słoweński zespół, co wywołało u mnie sporą radość (oj, słuchało się „Rh-” w gimnazjum, mało żeśmy pirackiej wersji nie zajeździły z dziewczynami). Jako przykład macie moją ulubioną piosenkę.

Kolejna ciekawa rzecz, a raczej postać – Slavoj Žižek. Co słyszę to nazwisko, to mi się gęba śmieje. Moi drodzy, Žižek jest filozofem, socjologiem i naprawdę oryginalnym człowiekiem. Na wykładzie ze wstępu do filmoznawstwa oglądaliśmy fragment „Z-Boczonej historii kina”, gdzie Žižek dochodzi do ekstremalnych wniosków na temat kina i ludzkich potrzeb z nim związanych. Polecam to obejrzeć, słowa nie opiszą poczynań tego pana.
Na koniec w miarę świeża rzecz – na seminarium koleżanka słowenistka opowiadała o tym, że chce pisać licencjat o teledyskach grupy Laibach. OK, nikt jej nie broni, pomyślałam, jednocześnie się zastanawiając, o co z tym Laibachem chodzi. Słuchałam dzielnie, robiłam notatki i po jakimś kwadransie jej rozmowy z PP i i resztą grupy do głowy przyszło mi tylko jedno stwierdzenie – „Słoweński Rammstein”. O mamo. Wróciłam do domu, odpaliłam randomową piosenkę i wsiąkłam. Posłuchajcie, wokalista ma świetny głos (i przy okazji zobaczycie, czemu mi się to skojarzyło z ukochanym Rammsteinem):

Laibach w swoich utworach oraz, że się tak wyrażę, stylówie, nawiązuje do systemów totalitarnych, w związku z czym wywołuje masę sprzeciwów i kontrowersji, podobnie jak wspomniany Rammstein. Wydaje mi się jednak, że Niemcy to przy Słoweńcach małe piwo.
Postanowiłam się z Wami podzielić swoimi przemyśleniami o odkryciami dotyczącymi Słowenii po usłyszeniu „Jesus Christ Superstar” w wykonaniu właśnie grupy Laibach. W ich wykonaniu ten utwór nabiera całkiem innego znaczenia – w musicalu piosenka była pełna czci i oddania, a tutaj tego nie ma. Człowiek ma wrażenie, że wokalista stoi na tym samym poziomie, co Chrystus. Kiedy po raz pierwszy usłyszałam tę piosenkę, mocno się zdziwiłam, nie spodziewałam się takiej interpretacji. A może się mylę i zamierzenie było zupełnie inne…?
Ergo – jestem naprawdę ciekawa, co następne odkryję. Może coś z literatury? Nie wiem, ale nastawiam się pozytywnie.
Wasza myśląca o podróży do Gdańska i o tym, jak wiele ma do zrobienia w ten weekend
Cathryn

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s