Chała tygodnia – „Zrób sobie raj”, na podstawie książki Mariusza Szczygła

Dzisiaj weźmiemy na warsztat najgorszą sztukę teatralną, jaką widziałam od czasu „Antygony w Nowym Jorku”, na której usnęłam. Dosłownie. Pół godziny spałam, a po wyjściu z teatru żałowałam wydanych trzydziestu złotych. Nie o to dzisiaj chodzi jedna, bo na tę sztukę wydałam dwie dychy (za dwa bilety!). Tych pieniędzy też żałuję.
Słówko wprowadzenia: czytałam książkę. Na praktykach miałam okazję ją dorwać. Podobała mi się (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mój instytut się lekko ze Szczygła podśmiewuje, ale to pomińmy). To nie jest dzieło naukowe o Czechach, ale przyjemnie się czyta, człowiek może się czegoś nowego dowiedzieć… Osobiście pamiętam, że była mowa o Egonie Bondym, o Hrabalu, o Janie Černej, o znanym czeskim rzeźbiarzu Davidzie Černym (zbieżność nazwisk przypadkowa, z tego, co wiem), o historii… Jakieś takie w miarę podstawowe rzeczy.
Sztuka miewała elementy o wyżej wymienionych postaciach oraz kwiatki z historii.
Miewała.
Słuchajcie, ja wiem, ze mam problemy z odebraniem absurdu, ale ta sztuka wg mnie nie powinna była powstać. Jest dziwna, niesmaczna (swoją narodowość schowałam na czas spektaklu do kieszeni), ciężkostrawna, a przede wszystkim – niezrozumiała. Studiuję bohemistykę już 1,5 roku i wyłapałam połowę kwiatków, odwołań i innych rzeczy. Kuba, który z Czechami ma styczność przeze mnie, nie zrozumiał absolutnie nic (a się starał) i po spektaklu się śmiałam, że „Jeden Misio nie klaszcze”*.
Z czego więc się śmialiśmy?
Z dowcipów o fekaliach. Zajechało twórczością Bondy’ego. _^_ Jak również z niektórych dowcipów sytuacyjnych i opowieści, typu streszczenie zamachu na Heydricha, które było bardzo fajnie rozegrane między aktorami i można było wszystko załapać. Fajne były też sceny z tańcem (niektóre), to, jak jeden aktor tańczył na scenie w szpilkach i śpiewał piosenkę Vondračkovej – bomba, kupili mnie. Reszta… No co, była jedna aktorka, blondynka o ciele lolitki i zachowująca się chwilami jak takie niewinne dziecko, targane uczuciami i hormonami: raz zataczała się na scenie i śpiewała z mopem w ręku hymn czeski. To było takie do przewidzenia… Mi się nawet podobało, reszcie jakoś mało.
W ogóle kto wpadł na pomysł, by miejscem akcji uczynić krematorium, gdzie dusze czekają wraz ze swoimi urnami na to, aż ktoś z ich krewnych ich odbierze z łaski swojej? Widz się gubił w fabule. Serio – przez niecałe dwie godziny człowiek się dowiadywał, kim oni są i po co tam siedzą, tak różni ludzie, a i tak się nie dowiedział wszystkiego albo nie załapał. Ja nie załapałam, a się mocno na sztuce skupiałam. Nie czuję, jak rymuję (pozwolicie, że zwalę to na zmęczenie).
Dodatkowy akcent było Polakach – to było łatwe do zrozumienia. Że my, Polacy, to naród, który ciągle chce cierpieć i przeżywać swoją martyrologię. Taki mały pstryczek w nos od rodaków, zajmujących się przez chwilę czeskim punktem widzenia. Śmiałam się chyba najgłośniej na sali.
Akcje z dupy wzięte, paskudny czeski w wykonaniu aktorów (mam wrażenie, że ktoś im długości i niektóre daszki usunął z tekstu. Z tak paskudnym polskim akcentem mówiłam na początku pierwszego roku, teraz mnie coś takiego cholernie drażni, zwłaszcza, jak ktoś ŚPIEWA HYMN. Bosh.), ciężkostrawne teksty, niezrozumiałe sytuacje, a przede wszystkim – chory pomysł na miejsce akcji. Wg mnie masakra.
Jeśli chcecie pójść na sztukę, która Wam przybliży czeską kulturę, nie idźcie na to. Niech Was Bóg broni. Ten, o którym jest też mowa w sztuce (słynny problem czeskiego ateizmu, też pokazany z dziwnej perspektywy, która chwilami mi się podobała, chwilami nie).
Tyle, bo już nosem ryję w klawiaturę. Idę zapychać się z żalu Raffaello.
Na koniec coś powiem osobie, która wymyśliła całe to przedstawienie (lekko parafrazując Erbena) – kletbu zůstavuji tobě, bys nenašel místa v hrobě!** Za coś takiego to tylko klątwą je… uvalit. Tak, bo kletbu můžeme uvalit na někoho xD Hezký český.
Wasza dumająca bez przerwy nad tym, czy nie zmarnowała pieniędzy
Cath
P.S. Jeszcze przemyślę tę sztukę i pewnie Wam coś o niej napiszę. Uważam, że mogła być o wiele lepsza, bo normalny, przeciętny Polak niewiele z niej wyniesie. Niestety.
C.R.

* Parafraza do tytułu filmu „Jedna ręka nie klaszcze”. Podczas spektaklu brakowało mi napisów u dołu sceny, które by wyjaśniały, do czego się teraz odnoszą aktorzy. _^_
** Sparafrazowany fragment pochodzi z utworu Karela Jaromíra Erbena pt. „Dceřina kletba” (ze zbioru „Kytice”)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s