Co ciekawego jest (wg mnie) w czeskiej kulturze? cz.1

Na początku chciałam dać małą ciekawostkę: mój blog został zablokowany z powodu „naruszenia praw autorskich” xD Śmiejcie się! Autentycznie się przeraziłam, w końcu poświęciłam na te wypociny sporo czasu i byłam gotowa walczyć (jak prawdziwa patriotka! A co!) o to, co jest dla mnie ważne… (romantyczne zapędy) Długo się nie nawalczyłam (ba, nie rozkręciłam się nawet), ponieważ dowiedziałam się szybko, że to pomyłka. Blog został aktywowany w ciągu kwadransa, a ja miałam szczękospad do końca dnia. Brawo. W tym miejscu bardzo chciałabym podziękować panu z serwisu do tego typu spraw, który szybko zareagował, przeprosił i naprawił. Thank you very much!!!
***
Zastanawiałam się długo nad tematyką nowej notki (na którą wszyscy z utęsknieniem czekaliście xD) i powiem Wam szczerze, nie miałam pomysłu. Chciałam pisać o czymś bardzo dla mnie wstydliwym, stwierdziłam jednak, że to będzie zbyt ekshibicjonistyczne i poniżające dla mojego intelektu, więc dałam sobie spokój*. I potem był problem, ponieważ nic nie przychodziło mi do głowy. A teraz przyszło! Trzeba było zrobić przerwę w intensywnej nauce czeskiego, obejrzeć 1,5 filmu (czeskie, wszystko czeskie) i już wiedziałam.
Piszę o studiach, piszę o samym języku, była też mowa o filmach… Ze starego bloga część z Was wie, czemu się znalazłam na takim, a nie innym kierunku… Ale jednej rzeczy nie napisałam. Chyba. Tak mi się wydaje. Czy jest w tej kulturze, języku i samym narodzie coś, czym można się zachwycić? Szłam na te studia, nie wiedząc, czy kiedykolwiek obudzi się we mnie czechofil. Bardziej się nadawałam na hebraistykę. I co?
I pstro, proszę państwa – czechofilką do tej pory nie jestem, ale nie bez przyczyny wołają na mnie na dzielni czeski Żyd. xD
Moi drodzy, jak już wiecie, dostałam się na studia wieczorowe, poszłam na pierwsze zajęcia (czeski), usłyszałam, że lektorat będę miała głównie po czesku, chociaż znałam tyle słów, co każdy przeciętny Polak (drevny kocur i te sprawy), przeraziłam się i pomyślałam: „Co ja tu, kurde, robię? Nie dam rady!!!”. A teraz się sama z siebie śmieję. Dałam radę, daję i mam nadzieję, że jakoś to pójdzie i zaliczę ustny egzamin ze zwyczajów Czech _^_. Eniłej: oswajanie się z nowym zjawiskiem, jakim jest język czeski i inne tego typu sprawy, było dość ciężkie, ale i emocjonujące.
***
Wpierw język (bo z tym ma się najwięcej do czynienia) – jest niezwykle pocieszny, ale też ciężki, jeśli się człowiek nie przykłada. Znajomość polskiego naprawdę bardzo pomaga w nauce, ale też często szkodzi (widzę to po zniesmaczonych minach moich rozmówców – pytają, jak coś będzie, ja odpowiadam, a ci się dziwią, bo powiedziane przeze mnie słowo w polskim znaczy coś innego), ponieważ czasami trzeba nauczyć się zachwycać tym językiem i nie zwracać uwagi na to, że coś naprawdę debilnie brzmi. Byście mogli się sami przekonać (jeśli czytają to bohemiści, proszę, poprawcie mi ewentualne błędy w komentarzach):
No jo, také budu pro vás psát česky. Vidíte, to je dost divně. Všimněte si, že čeština je něco jako polština, nebo máme několik rozdílů mezi tím a tím jazykem. Mužete sobě pomyslet na to, jaká jsem byla překvapená, když jsem uslišela češtinu první krát. A, to nebylo na vyučovaní, nejdřiv jsem se podivala na český film, a to byl „Román pro ženy”, a to byl můj první český film, který mi doporučila moje krásná kamarádka, Dorota. ^^
A teraz pytanie – ile z tego zrozumieliście. Jeśli wyłapaliście z kontekstu i czujecie się pewnie, to możecie stwierdzić, że te dwa języki są naprawdę bliskie. Osobiście uważam, że są, tylko trzeba poświęcić sporo czasu na zapoznanie się z różnicami, by się nie zbłaźnić. Jeśli już mam powiedzieć, że jestem fanką czegoś czeskiego, to na pierwszym miejscu będzie język i literatura.
Chciałam teraz pisać o książkach, ale pewnie przysnęliście, więc macie coś na obudzenie – moje pierwsze spotkanie z czeskim piwem. ^^ Nie, nie miało miejsca na studiach; to było przed klasą maturalną, kiedy nie myślałam o tym, że wyląduję na tym dziwnym kierunku i będę szprechać w śmiesznym języku. Zostałam poczęstowana piwem przywiezionym z Pragi. Było przecudowne. Zachwyciła mnie niezwykła przezroczystość i piękny, wyrazisty smak. I ni cholery nie pamiętam, co to było za piwo ==’ Cierpię! Miałam potem okazję spróbować kilka piw, ale żadne nie smakowało tak samo. Ech. Trzymajcie kciuki, będę szukała (że się tak brzydko wyrażę) dalej.
***
Książki. A cóż by innego w moim przypadku. Odkryłam na studiach BUW i jego taaaaaaaakieeeee zasoby, znalazłam czeską półkę w wołomińskiej bibliotece i tak się zaczęło. Kundera, próby z Hrabalem (sparzyłam się na "Schizofrenicznej ewangelii", kompletnie nie rozumiem tej książki, bałam się szukać czegoś innego), kawałek Szwejka (wiecie, jakie to grube?! Cały czas mam w planach dokończenie, ale nie w tej chwili, ta książka pożera mózg, oczy, czas i niszczy kręgosłup), Fuks ("Palacz zwłok" _^_), literatura kobieca (jest zupełnie inna niż polska i mnie czasami przeraża)… Znalazłam kilka perełek, odrzuciło mnie ileś razy, na razie wychodzę na plus. I zaczynam się poważniej tym zajmować (postanowienie noworoczne). A od trzeciego roku czytam więcej po czesku.
Specyfika jest taka, że Czesi inaczej patrzą na świat. U nich inaczej się pojmuje temat tabu (czy w dzisiejszych czasach tam tabu istnieje? Myślę, że tak, ale się gdzieś chowa). Bardzo dużo dzieł, które przerabiam na zajęciach, dotyczą tematyki żydowskiej (o której jeszcze będzie mowa w następnej notce): podobnych książek u nas ze świecą szukać. Poza tym pojęcie "naród czeski" wygląda tutaj nieco inaczej, niż byśmy chcieli my, Polacy (dla nas naród to co innego). Studia bardzo mi się przydają przy czytaniu tych książek, bo pomagają mi je zrozumieć. Na tyle, ile mogę.
***
Więcej będzie w następnej notce – jakbym chciała wypisać wszystko, to by powstał kilometrowy tekst, a nie sądzę, by komuś chciało się go czytać. Także do następnej 🙂
Wasza powtarzająca na test
Cath

A tego słuchałam podczas pisania xD

*będę się nad Wami znęcała emocjonalnie – nie, nie napiszę, co to takiego. Może kiedyś, jak nabiorę jeszcze większego dystansu do siebie.
Już i tak wyjątkowym debilizmem było przyznanie się do tego, że tekst po czesku w Wordzie piszę z tabelką symboli, zamiast jak normalny człowiek włączyć sobie klawiaturę czeską. Spokojnie, człowiek się uczy na własnych błędach, już ponad połowę diakrytów umiem zlokalizować. ^^' Także ta notka mnie nieco zrehabilituje. Taką mam nadzieję.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s