Jak to mało nie znienawidziłam czeskiego.

Studia nie raz, nie dwa zalazły mi za skórę (jak każdemu). A to za dużo nauki w tygodniu (a wcześniej miesiąc laby, jak tu się przestawić, nie?), a to to, a to siamto, a to wściekła wyszłam z sekretariatu (chociaż ostatnio jakoś nie mam tego problemu, oby tak dalej), a to coś innego… Znacie pewnie ten ból. Wczoraj miałam kilka naprawdę kiepskich godzin, ponieważ musiałam napisać pracę na zajęcia (które tu przemilczę, bo już mi się niedobrze robi, jak słyszę nazwę). Po czesku.
Wiecie co, praca była zadana w poniedziałek wieczór, starałam się do niej wcześniej usiąść (musiałam też przeczytać tekst teoretyczny), jednak ciągle mnie coś od tego odciągało i wczoraj się skumulowały zadania: dokończyć czytać, napisać wstępny tekst po polsku i go przetłumaczyć. Myślałam, że kogoś pogryzę.
O ile z przeczytaniem większego problemu nie było, to reszta – masakra. Walę się teraz w ten swój durny, żydowski łeb, mogłam to zrobić wcześniej, a nie się niepotrzebnie denerwować. Napisałam, była godzina ok. trzynastej, za dwie godziny miał przyjść Kuba, dobra, przetłumaczę.
Nikomu nie życzę pracy z diakrytami, jak jest wkurzony na cały świat.
Diakryty wstawia się w Wordzie jak symbol. Wyobraźcie sobie pisanie po polsku, gdzie co i rusz musisz wstawić polski znaczek za pomocą tabelki. Schodzi się sporo czasu, a ja jeszcze się wkurzałam, że nie zdążę, że jestem beznadziejna, bo mogłam wcześniej usiąść, bo mogłam to i siamto. Doszłam do połowy i się mało nie popłakałam.
Dokończyłam na spokojnie wieczorem – Kuba mnie uspokoił, pograliśmy w Carcassonne, obejrzeliśmy „Megamocnego” (już drugi raz widziałam ten film, jest ekstra, wszystkim gorąco polecam!!!), a potem już jakoś poszło, dokończyłam, ogarnęłam stylistycznie i wizualnie, wysłałam i mam z głowy. Była godzina 20.15 i mogłam ze spokojem sumienia pognać do Doroty na „Króla Lwa”. _^_
Pisanie po czesku na kompie, gdzie człowiek nie jest przyzwyczajony do takiej pracy z Wordem, męczy. Strasznie męczy. Myliły mi się znaki, co i rusz gdzieś przesuwałam kursor i wstawiałam nie w tym miejscu, co trzeba… Dobrze, że mam sporo czasu na napisanie eseju na czeski, jeszcze się z tym oswoję. A na chwilę obecną bym coś sobie po czesku poczytała, ale trzeba wkuwać francuski. Ech xD
Wasza
Cath

Reklamy

3 thoughts on “Jak to mało nie znienawidziłam czeskiego.

  1. Jak człowiek jest wkurzony, nie myśli racjonalnie – potem nie miałam do tego głowy. Teraz zerknęłam w necie i odkryłam swój wewnętrzny kretynizm. Już sobie ustawiłam, dzięki za przypomnienie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s