Cathryn a bycie zazdrosną.

Zainspirowana wydarzeniami na Facebooku, postanowiłam umilić Wam czas do Sylwestra i napisać, co sądzę o byciu zazdrosną. Mam nadzieję, że się cieszycie. ^^
Jestem takim typem człowieka, że rzadko kiedy bywam zazdrosna. Kiedyś bywało gorzej; to było daaaawno temu, kiedy leczyłam kompleksy, że jestem gruba, brzydka i nic w życiu nie osiągnę. xD Wtedy zazdrościłam, głównie dziewczynom: powodzenia u chłopaków, ocen, fajnych ciuchów, fryzur, braku kłopotów z kasą, bycia kobiecą, różnych mniej i bardziej seksualnych doświadczeń…
A potem skończyłam 14 lat, zaczął się mój pierwszy związek i liczba kompleksów zmniejszyła się o połowę.*
Czego zazdrościłam głównie? Tego, ze nie jestem pustą blondynką, której w głowie tylko ciuchy i faceci. Kuźwa, takie to muszą mieć proste życie i prostą psychikę. Zazdrościłam chudym, że są chude (i ważą mniej niż 50 kg, co obecnie wydaje mi się być przedsionkiem do bycia jak ktoś po Oświęcimiu), że mają piękne włosy i nieskazitelną cerę (a potem się skapnęłam, że od piątej klasy chyba się tapetują i wydają kupę kasy na farby i badziewia do włosów; wybaczcie, miałam źle dobrane okulary, nie widziałam tapety z daleka), że chłopaki ciągle z nimi gadają, że się różne rzeczy dzieją… A teraz się za głowę łapię, kiedy słyszę o przypadkach gwałtów wśród dzieciarni. Jak Boga kocham, gdyby trafiały na niewłaściwych wtedy, to prawdopodobnie znałabym kilka przypadków molestowania. Uważajcie, czego zazdrościcie, zwłaszcza, jak jesteście w ostatniej klasie podstawówki.
Potem zazdrość nieco ewoluowała – dojrzewanie zaczęło się na maksa. Zazdrościłam tego, że dziewczyny są pofarbowane, malują paznokcie, tapetują się, umieją o siebie zadbać, a ja tylko czysta i bez pryszczy chodziłam. I w koszulkach (ale to był mój wybór), a nie w dekoltach. Zazdrościłam swobody. Potem sama odkryłam swoją swobodę i teraz się cieszę, że się ubieram po swojemu – przynajmniej mnie ludzie rozpoznają na ulicy.
Zazdrość w liceum i na studiach? O to, że inni więcej umieją i są lepsi. Do tej pory mnie to prześladuje, że mogłabym się bardziej starać, mieć lepsze oceny… Mogłabym robić to, co inni. A potem się łapię za głowę: przecież musiałabym zrezygnować z Żydów, anime i łazić na imprezy, wydawać kupę kasy na alkohol… Zapomnijmy, że nie wolno mi pić…
Zazdroszczę normalnego życia. Stereotypowego.
Zazdrość to taka pierwotna sprawa. Dopiero, gdy się zastanowię, dowiaduję się, że by zrealizować większość w/w rzeczy, musiałabym się zatracić. Nie jestem do tego stworzona.
Teraz rzadko zazdroszczę. Jedyny rodzaj zazdrości to właściwie ta najgorsza – o mężczyznę. Wtedy odzywa się we mnie (tak, jak w innych ludziach) coś, co jest skrzyżowaniem dzikiego zwierzęcia z psychopatycznym mordercą – albo zaczynam szukać noża, albo histeryzuję; na szczęście dla otoczenia, piorunem daje się uśpić.
Potem zaś, kiedy emocje opadną, zastanawiam się nad tym chwilkę i myślę sobie: przecież nie muszę mieć wszystkiego, o co jestem zazdrosna.
Nie macie co się martwić, Kuba jest grzeczny i nie podsuwa mi powodów do zazdrości. To te powody mnie same znajdują. 🙂
Wasza
Cath

*o patologiach (typu przygody seksualne dwunasto- i trzynastolatek) porozmawiamy innym razem 😉

Reklamy

One thought on “Cathryn a bycie zazdrosną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s