Moja siostra a ciąże (prawdopodobnie pierwsza z wielu odsłon)

Nie, nie jej ciąża. Moja też nie. Mamy tym bardziej.

Mowa o ciąży pewnej osoby, którą można już zaklasyfikować jako figurę retoryczną, nazwijmy są SCL. Część z was powinna już wiedzieć, o kogo chodzi, a jak nie wiecie, to nic właściwie nie tracicie, czytajcie dalej.

W telegraficznym skrócie –  SCL to synonim bycia kobietą głupią i naiwną. Wad posiada wiele, zalet prawie wcale, a jedyne, czego można jej zazdrościć, to włosów (jak ją ostatnio widziałam, to miała piękne i długie. Widocznie, jak rozdawano dary, stała po nie w kolejce już trzeci dzień, a mózgi w tym czasie rozdano). Za męża wzięła sobie okolicznego idiotę, który swego czasu (nie wiem, czy to aktualne, ale ma to jakiekolwiek znaczenie dla historii?) kręcił ze wszystkim, zdradzał, a ona mówiła, że musi się wyszumieć. A, dodam jeszcze, że to człowiek o aparycji typowego geja i na dzielniach nikt inaczej o nim nie mówi, ale ciiii, tego ode mnie nie wiecie. Eniłej – cud się zdarzył, SCL zaszła w ciążę.

O ciąży dowiedziałyśmy się, ponieważ zadzwonił do Siostry naczelny informator, jeśli chodzi o w/w panią („członek” jej rodziny, który się nie przyznaje). Ja dzielnie podsłuchiwałam, co nie jest trudne, ponieważ obydwie z siostrą przechodzimy rotawirusa i mamy pootwierane pokoje, by jedna w razie czego mogła ratować drugą. Także wyobrażacie sobie chyba mój ubaw, jak słuchałam, jakie teksty latają pod adresem SCL. Oto część z nich:

„Wieść dnia”

I: – Hej Ola, słuchaj, nie wiesz, co się stało!

S: – (pada imię SCL) jest w ciąży.

I: – Widzę, że do ciebie informacje szybciej dotarły…

S: – Nie, zgadłam. Miałam do wyboru albo ciążę, albo rozwód, ale to drugie jest mało prawdopodobne. (Ciekawe, dlaczego? – przyp. by me)

„Partenogeneza”

Informator: – Jak myślisz, co może wyjść w wyniku połączenia dwóch dziewczyn?

Siostra: – Pewnie jakieś paskudztwo.

„Kwestia srania tęczą”

S: – I co, matka (SCL – przyp. by me) pewnie skacze z radości?

I: – Pewnie tak.

S: – A co na to ***?

I: – Pewnie się cieszy, ale tego po nim nie widać.

Znając matkę SCL, to sra tęczą nieprzerwanie od momentu, w którym się dowiedziała o nadchodzącym wnuku.

Dalej rozmowa się rozwinęła w tym kierunku, że wieść o ciąży jest w sam raz na poprawę humoru przy chorowaniu, bla, bla, bla, a na koniec:

(I. nabijał się strasznie z SCL chyba pół godziny nieprzerwanie, nagle siostra mu przerywa)

S: – Ale ty jesteś wstręciuch, tak obgadywać ludzi (z przekąsem w głosie)

I: – Bo ja dbam o rodzinę, a nie o jakichś popaprańców.

I jak to nazwać? Polaczkowatość czy zwalczanie głupoty we właściwy sposób?

Wasza mniej zachorzała

Cath

P.S. Co do choróbska – w ciągu dwudziestu godzin zdążyłam się odwodnić tak, że rodzice musieli zapakować mnie do samochodu i zawieźć na izbę przyjęć w celu wlania dożylnie dwóch kroplówek. Pomogło, dzisiaj w miarę śmigałam po domu, krzątałam się wokół siostry, etc. Cuda. Tydzień wolnego od szkoły i pracy, nadrabiam anime.

C.R.

Reklamy

„Never say that you have reached the very end…”

To początek „Pieśni z warszawskiego getta”, macie, posłuchajcie:

Ten utwór ratuje moją psychikę w pracy – co słyszę drące się w kąciku przedszkolaka dzieci, to to sobie nucę i od razu mi lepiej. A najlepiej mi wtedy, kiedy foliuję nowości i trafi się coś o Holocauście. Pełnia szczęścia xD Chyba powinnam się leczyć.

Z rzeczy nowszych:

1. Pomnika Lecha K. chwilowo u nas nie będzie. Uspokajam przy okazji ludzi, ponieważ okazało się, że te prace, które trwają na rondzie Solidarności, tj. przy Rybie, to nie przygotowywanie terenu pod z/w pomnik, ale pod pomnik Anioła Stróża Ziemi Wołomińskiej. Przy okazji wysunięto propozycję postawienia popiersia Romana Dmowskiego. A ja się pytam – po co? Kuba stwierdził, że zamiast wydawać kasę na pomniki, gmina mogłaby wesprzeć Jego, biednego studenta. Mnie natomiast nie musi wspierać, już to robi, przecież moim szefem tak naprawdę jest miłościwie nam panujący burmistrz. _^_

2. Wczoraj, jak grzeczne dziecko, pojechałam na zajęcia do ISZIPu, z żalem opuszczając cieplarniane warunki biblioteki… I co? I pocałowałam klamkę. xD Instytut zamknięty, światła pogaszone, przed budynkiem stoją ludzie zdziwieni. Dopiero wieczorem dowiedziałam się, że coś się porobiło z kanalizacją. W sumie trudno się dziwić, w końcu cały ten bajzel to jeden wielki zabytek, ale któś mógłby chociaż kartkę na drzwiach wywiesić. ^^’ Zła byłam, ale przynajmniej załatwiłam kilka spraw, tj. pojechałam na Zamenhofa wymienić kolczyk na krótszy i zrobiłam zakupy.

3. Robię sobie tydzień nadrabiania czytelnictwa; średnio mi idzie. Mogę się pochwalić, że skończyłam „Prawdę” Pratchetta, prawie skończyłam „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy”, wczoraj zaczęłam „Rzeźnię numer pięć” Vonneguta i obecnie maltretuję „Wariacje na najniższej strunie” Fuksa. Jeszcze tylko Żydów brakuje do szczęścia… Ale w kolejce jest „Stacja Treblinka”, także jakiś akcent zawsze się znajdzie.

4. Ludzie już się przyzwyczajają do budowy drugiej linii metra: osobiście ogarnęłam, co, jak i gdzie jeździ, zobaczyłam, jak rozbierają pomnik Czterech Śpiących na placu Wileńskim… Nie jest źle.

5. Mam dwa listy do napisania, a chęci nie widać. Dziewczyny, do końca roku na pewno odpiszę. _^_

6. Siostry mojej nie ma w domu od dłuższego czasu, wpada tylko średnio raz na tydzień. Nie mam co pisaaaaaać _^_

I to na tyle na razie.

Wasza

Cath

„Gaumardżos!”, czyli współczujmy państwu Meller spotkania z Żydem.

Dzisiejszy tytuł sponsoruje Mel, która tak podsumowała moje zdjęcie z Anitą i Marcinem Meller. Tak, to zdjęcie, które widzicie poniżej.

Oto dowód na to, jak spędziłam wczorajszy (piątkowy) wieczór. O co chodziło? Biblioteka zorganizowała spotkanie autorskie, które miało na celu promocję książki pt. „Gaumardżos: Opowieści z Gruzji”, którą widoczne na zdjęciu małżeństwo popełniło. Jak było? Zabawnie. ^^ Nie było żadnego nacisku na to, że książkę trzeba koniecznie przeczytać (a trochę się tego bałam, żyjemy w końcu w dziwnym kraju), właściwie broniła się sama – autorzy opowiadali takie historie, że trudno było się nie śmiać.

Jedna z moich ulubionych dotyczyła tego, jaka jest gruzińska gościnność – jak to gospodarze sami zaciągają turystów do domu, goszczą, dają jeść aż do porzygu, wleją hektolitry wina w gardło i położą spać, by następnego dnia wyprawić biedaków w dalszą podróż. I to podobno jest prawda, nie tylko Mellerowie tak twierdzą. Polska gościnność wysiada przy Gruzinach, którzy są „Polakami do potęgi entej”, jak to sama określiłam, streszczając mamie spotkanie.

Czego można było się dowiedzieć? Że Gruzini są weseli, uwielbiają się bawić w dobrym towarzystwie, nie przywiązują wielkiej wagi do czasu (czas GMD interpretują jako „Georgian Maybe Time”, czyli jak się gdzieś pojawią, tam będą, nieważne, o której godzinie. Umówisz się z Gruzinem, to kiedyś się stawi na miejsce. Kiedyś xD), piją duuuuuuuuuużo wina (nie miałabym tam racji bytu, a szkoda), są bardziej konserwatywni, niż my, ale ogólnie są bardzo fajnym i ciepłym narodem. Aż się zachciało człowiekowi tam pojechać… Ale wpierw Czechy. Koniecznie! A na Gruzję może sobie kiedyś pozwolę, jak będę miała dużo pieniędzy.

Ogólnie postaram się kiedyś zapoznać z książką (egzemplarz z biblioteki sama osobiście foliowałam xD), wiem, że nie będę żałowała. Teraz jednak praktycznie będzie nie do zdobycia… xD

Wasza zadowolona z fajnie spędzonego wieczoru

Cath

Idą święta, pojawiła się reklama Coca-Coli. xD

Wygrzebałam na fejsie wpis, że już można zobaczyć w TV jedną z najsłynniejszych reklam świata. To oznacza, że sezon świąteczny czas zacząć.

Dla mnie ten radosny czas biegania za prezentami zaczął się ze dwa tygodnie temu, kiedy kupiłam sobie trzy ostatnie tomy Tokyo Mew Mew w Komikslandii _^_ Nie myślcie jednak, że wydaję wypłatę tylko na siebie, jeszcze zostało mi kilka prezentów do wymyślenia, dwa mam już za sobą. Najgorsze jest to, że chciałabym już je wręczyć, a nie na tym to przecież polega. Swój własny (w sensie dla siebie, ale nie ja go kupiłam) już dzisiaj trzymałam w łapkach, Kuba odebrał z punktu Merlina. Pochwalę się dopiero po świętach, co to właściwie jest 😛

Co jeszcze – pojawiły się świąteczne dekoracje w Carrefourze. Ba, co ja gadam, jeszcze przed Świętem Zmarłych można było kupić kalendarz adwentowy i czekoladowego Mikołaja w Lidlu w Wołominie (cały czas się zastanawiam, kto jest bardziej nadgorliwy ode mnie i już kazał to sprzedawać). Jakoś nie widziałam, by to schodziło w zawrotnym tempie, a często tam bywam. Zastanawiałam się nawet, czy by sobie kalendarza adwentowego nie strzelić, nigdy bowiem takiego nie dostałam, ale do czego będę odliczała, wcinając czekoladki? Do Chanuki? 😉 Z innych ciekawostek, co jeszcze sprzedają – w Carrefourze na Wileńskim można też kupić ozdoby choinkowe. Choinek nie uświadczyłam, a może za słabo się rozglądam…

Jaki w tym sens? Czy sklepy chcą więcej zarobić, a ludzie zrobić zakupy wcześniej? Sama nie wiem. Jeszcze znicze na grobach nie pogasły, a już można nabyć łańcuchy na choinkę. Trochę to dziwne…

W moim otoczeniu jeszcze jakoś nie czuć tej atmosfery, chyba, że rozmowa zejdzie na temat prezentów. Osobiście uważam (czego dowód znajdziecie powyżej), że kupowanie podarków w listopadzie to nie jest taki zły pomysł, bo się uniknie kolejek (no dobra, zależy jeszcze, gdzie się robi te zakupy), bo można się na spokojnie zastanowić, ma się więcej czasu (bo kupowanie pod koniec listopada to też zakupy w listopadzie, proszę o tym pamiętać) i ogólnie staram się to praktykować od jakichś paru lat. Różnie z tym bywa.

A, byłabym zapomniała – Moja Siostra zaczęła sezon świąteczny na początku października, kupiła mi bowiem buty u siebie w sklepie. Muszę zacząć w nich chodzić, bo się zimno robi, a to zimowe butki są. I są zajebiste, bo są z ECCO. A to oznacza, ze będę w nich chodziła ze trzy lata i się nie rozlecą. Kocham to _^_ Siostra ma dobre pomysły. Tak btw., to ostatnio mnie zadziwiła, bo wróciła do domu (już prawie mieszka z narzeczonym i w domu rodzinnym bywa raz na tydzień) i nawet przychodziła do mnie pogadać. Aż dziw bierze. Może i jej się ta rodzinna atmosfera świąt udziela?

Wasza obkupiona

Cath

P.S. I dla Was będzie prezent na Święta – przez cały grudzień będą się pojawiały notki podsumowujące rok, czyli co fajnego przeczytałam, zobaczyłam z seriali/filmów/anime, jakieś wydarzenia, eventy, na których byłam; dodatkowo będą zdjęcia, ale tylko tyczące się tych rankingów co do obejrzanych bądź przeczytanych rzeczy. Czyli to, co było rok temu na fejsie. 🙂 Mam nadzieję, że zajrzycie, by chociaż zobaczyć, co przygotowałam.

C.R.

Witam :)

Dobrý den 🙂

Witam Was na nowej odsłonie Szadołlajfa. Wygląd pozostawia wiele do życzenia, wiem, jest to wersja tymczasowa, jeszcze się sporo pozmienia.

Wpierw odpowiedzi na pytania, które na pewno się nasuną niejednemu z Was:

1. Dlaczego się przeniosłam?

Ano dlatego, że poprzedni serwis przestał mi odpowiadać. Byłam do niego przywiązana przez sentyment, w końcu Shadowlife istnieje już od siedmiu lat (kawał czasu, nie?), nie wyobrażałam sobie, że może mieć inną końcówkę niż „blog.pl”.  Jednak, po wielu godzinach rozmyślań, rozmowach z ludźmi, obserwacji, etc. doszłam do wniosku, że trzeba coś zmienić. By mi się łatwiej edytowało, bym mogła modyfikować szablon, co wcześniej było prawie niemożliwe ze względu na znikomą znajomość HTML’a… I by też mi się łatwiej pisało. Bo o to przecież chodzi. A kwestie wizualne to była prawie taka sama bolączka, jak te związane z edycją, publikacją treści i innymi takimi rzeczami.

2. Dlaczego taka nazwa?

Ano dlatego, bo „Shadowlife” było już zajęte. xD Poza tym, jak już zmieniać, to na całego i chyba lepiej będzie, jak się podkreśli, że jest to coś nowego.

3. Co mi dały przenosiny?

Przede wszystkim miałam radochę z tworzenia szablonu xD Oczywiście, jest tu jeszcze sporo do dopracowania, nagłówek idzie do wymiany, ale kolorystyka zostaje. Poza tym zupełnie inaczej się pisze, fajną opcją jest to, że mogę notkę pisać na raty i ją zapisywać bez publikacji. _^_ Mam sporo skojarzeń z Wikipedią. A jeśli chodzi o dalsze prowadzenie bloga, to się jeszcze zobaczy i o wszystkim będę Wam opowiadać.

4. Będą takie same nudy, jak na starym blogu? (z czego w pytaniu jest więcej twierdzenia, niż pytania)

Nie do końca. Uwielbiam co jakiś czas coś w swoim życiu zmieniać, zresztą, sami o tym wiecie. Forma notek i ich publikacja pozostanie taka sama (chaotyczna xD), ale nie będę mieszała tematów prywatnych z jakimś konkretnym zagadnieniem (wiecie, w formie PS-u coś dopisuję). Na to będą oddzielne notki i wpisy na stronie bloga na Facebooku.

I to na razie tyle… A, pragnę jeszcze dodać, że będę tę wersję bloga traktować nieco jak stronę na Facebooku, tj. wrzucać linki do różnych ciekawostek albo rzeczy, którymi się aktualnie jaram (typu link do czegoś na YouTube), wstawiać zdjęcia, obrazki, etc. I jednocześnie cykle ze starego bloga (w tym opowieści o Mojej Siostrze) będą kontynuowane. Czas wprowadzić nieco porządku, bo kiedyś zginę przez to bałaganiarstwo (i zapominalstwo). 🙂

Wasza pełna nadziei i dobrych chęci (i lecąca oglądać nowy odcinek Sekaiichi Hatsukoi 2 xD)

Cathryn vel Żyd