Obiecałam notkę, to macie. ![]()
W weekend mieliśmy okazję z Kubą odwiedzić 2/3 Trójmiasta. Wszystko przez to, że Kuba (jako rozwijający się bloger) dostał propozycję wygłoszenia wykładu na Uniwersytecie Gdańskim (studia podyplomowe z PR) o blogach. I pojechał, zabierając ze sobą prezentację zrobioną w Prezi, smartfona, tablet i mnie przy okazji. _^_ W sumie dziwię się, że po pierwszym tak spędzonym weekendzie nie odechciało mu się wycieczek ze mną do końca życia, ale po kolei.
Jechaliśmy w obydwie strony PolskimBusem – gorąco polecam! Ceny niższe, niż te u PKP, komfort jazdy zadziwiający (wygodne fotele, światło do czytania nad głową, dodatkowy nawiew, ba, klimatyzacja w ogóle, toaleta z bieżącą wodą… Mówię Wam, moje zdziwienie nie miało granic. Mogłam czytać w czasie jazdy, co mnie aż powaliło, gdyż choroba lokomocyjna zwykle mi na to w autobusach nie pozwalała, a tu patrzcie), czas podróży też krótszy (autobus zatrzymuje się na trasie Warszawa-Gdańsk tylko raz, w Ostródzie)… Same zalety. Nie, jest wada: startuje spod metra Wilanowska xD Ale można to wybaczyć.
Zakwaterowanie: Baltic Hostel, miejsce, które na pierwszy rzut oka odstrasza – autobus wywiózł nas gdzieś na jakieś, powiedzmy, wygwizdowo, nie mieliśmy bladego pojęcia, gdzie jesteśmy, dopóki nie dostrzegłam szyldu. Hostel z zewnątrz wygląda jak podłużny magazyn… xD Ale w środku było już o niebo lepiej. Ciepło, czysto, pokoje całkiem przyjemne, obsługa sympatyczna i ciepła, mogliśmy sobie robić tyle kawy i herbaty, ile chcieliśmy, do tego raz załapaliśmy się na śniadanie… Polecam, gorąco polecam, zwłaszcza, że taniej (40 zł/nocleg) nigdzie nic nie znajdziecie. Pierwsza noc była bezproblemowa, za to druga już miała urozmaicenia pod postacią kibiców jakiejś drużyny piłkarskiej ze Śląska (wybaczcie ignorancję w tej dziedzinie), którzy przywieźli ze sobą kilka sześciopaków piwa, spożyli znaczną część i śpiewali nam (zupełnie przypadkowo) antysemickie piosenki pod oknem. Serio, przypadkowo. Mieliśmy pokój bardzo blisko wyjścia z motelu… xD Kuba miał ochotę ich zabić, ja się śmiałam, ale wyszło na to, że się nie wyspaliśmy przez tych “wiernych fanów”. Co poradzić.
Bliskość Starówki była zadziwiająca wręcz – trzeba było ze dwa razy skręcić i już się było nad Motławą, gdzie można było się przespacerować w kierunku żurawia. Właściwie wszędzie było blisko i można było dojść na piechotę.
By się nie produkować zbytnio, powiem, co było ciekawego: ulica Długa, w sumie trzy koncerty, na które się załapaliśmy (jeden był w Sopocie), pomnik żydowskich dzieci przy dworcu w Gdańsku, Krzywy Domek, molo xD, trzech Neptunów…
Nie kupiłam Żydka. Nigdzie nie mogłam znaleźć!!! Były trzy w Sopocie, ale takie, jakie mogłam znaleźć w Lublinie, to po co mi drugi taki sam. Mówię Wam, totalna masakra – starówka w Gdańsku jest zasypana bursztynem, a Żydka nigdzie nie mogłam dorwać. W jednym sklepie, wypatrzonym przez Kubę, były drewniane, spore i kosztowały 120 złotych o.O Byłam smutna. Jednak reszta wypadu wszystko rekompensuje. No i kolczyki z bursztynami, kupione przy molo w Sopocie ![]()
Pogoda dopisała dopiero w sobotę po południu – wcześniej padało, lało, były chmury, wiatr… Ale dzięki temu było mało ludzi na molo i mogliśmy sobie spokojnie z Kubą pospacerować.
Jedzenie – drogie jak cholera. Przejazdy – tanie, aż dziw.
Wykład Kuba wygłosił bez przeszkód, poszło szybko, sprawnie i ciekawie. Puchłam z dumy z tyłu sali i robiłam zdjęcia ![]()
Wróciliśmy zmęczeni, śpiący, ale z masą fotek, wspomnień i zastanawiający się nad podobnym wypadem do Wrocławia, z tym, że Kuba pojechałby na jakąś imprezę branżową.
Wasza szykująca się na seminarium
Cath
P.S. Macie kilka fotek ![]()

Neptun

Minimural, obok którego nie mogłam przejść obojętnie jako posiadaczka rudego kota

Przykład polskiego wtórnego analfabetyzmu, który nas rozbawił xD
C.R.
Filed under: Codzienne sprawy + blogowe, Żydzi, Holocaust i cała reszta | Otagowane: cathryn, codzienność, podróże, Żydzi | Zostaw Komentarz »































